Pomięszanie

Osoby:
Dead
Ludwik
Namiestnik
Smok wawelski
Dyjabeł Boruta
Wampir
Głos
3 Dyjabły
(ubrane całe na biało. Twarze całe czerwone, oczy pomalowane na czarno. Rogi. W rękach widły. Na plecach białe, zakrwawione anielskie skrzydła)

Akt 1


Scena 1
(Z tyłu sceny stoją zapalone świece na wysokich świecznikach - razem około 1,5 metra. Po lewej stronie leży twarzą do ziemi trup. Ma na sobie białe szaty i biały kapelusz. Wchodzi Dyjabeł Boruta. Rozbłyskają czerwone światła. Skrada się i patrzy czy nikt go nie obserwuje. Chichocze pod wąsem. Wychodzi. Światła gasną po czym znowu rozbłyskają. Wchodzi grupa Dyjabłów. Robią dokładnie to samo. Światła gasną. Scenę rozświetla tylko światło świec. Wchodzi Ludwik.)


Ludwik
Mmmm, co za świeży kąsek tutaj widzę. Taki delikatny, taki nieświadomy niczego.
(Śmieje się na cały głos. Podchodzi bliżej. Kiedy jest już o krok od ciała, staje).
Ale, czy jest to moralne? Czy mord powinien być dla mnie czymś naturalnym?
(Znowu zaczyna się śmiać. Trzyma się za brzuch z rozbawienia).
Ale kogo to obchodzi?! Moralności! Czym że jesteś?
(Zaczyna obchodzić ciało).
To ciało, takie piękne, uśpione, leży tu przede mną, jak na tacy prawie. Jak dopiero co upieczony kurczak.

(Już ma wbijać kły w szyję, kiedy wchodzi Wampir).


Wampir
Matko Boska Częstochowska! Co ty robisz? Ty ohydny jesteś wprost! Pić krew ludzi? Co za brak powagi, zero moralności mój chłopcze. Popatrz na tę kruchą istotę. Powiedz, z czystym sumieniem umiałbyś jej odebrać życie?


Ludwik
Ty mi powiedz, sam jesteś przecież wampirem.


Wampir
Oh, ty nic nie rozumiesz. Pała tobą tylko żądza krwi. Zabijasz po to tylko aby się nasycić. Biedny ty jesteś w tym swoim wampirzym bycie.


Ludwik
(Nie może powstrzymać się od śmiechu. Mówi z rozbawieniem).
I kto to mówi, ty, który tak silny byłeś, że zrobić mogłeś wszystko na co tylko ochotę miałeś. Nic dla ciebie przeszkodą nie było. Teraz mi filozofujesz? Spójrz najpierw coś uczynił setkom innym.


Wampir
Czy nie widzisz, że zmieniłem się? Zrozumiałem, że celu w tym nie ma.


Ludwik
A w czym więc on jest, mój drogi?


Wampir
W zbawieniu! W Bogu! W modlitwie!
(Wyciąga obrazek Matki Boskiej i przypina sobie do klapy).
Naprawdę tego nie widzisz?


Ludwik
Święty Wampir, dobre sobie! Chowaj się, bo jeszcze do Żywotów Świętych trafisz! Albo co gorsze, ktoś o tobie książkę napisze!
(Pauza).
Przestań bredzić i choć bierzemy się za tego kurczaczka.


Wampir
Ciało jest martwe Ludwiczku. Nie czujesz tego? Czy do końca życia będę cię musiał uczyć?

(Ludwik w złości wychodzi. Wampir podchodzi do ciała i obwąchuje je).
Marność.
(Wychodzi).




Scena 2

Dead
Kto położył tu te zwłoki? Wstydu nie macie moi drodzy goście. Namiestniku, mam nadzieję, że nie jest to efekt twojego czarnego humoru, hę?


Namiestnik
Ależ Jaśnie Panie! Ja? Sądzisz, że taki stary człowiek jak ja mógłby tak się zabawiać? U mnie w Gondorze takie rzeczy by nie przeszły!


Dead
Stary, stary...
(sekunda ciszy)
Stary, ale jaki figlarz! Już my cię znamy z twoich niesmacznych numerów. Nie graj mędrca przede mną.


Namiestnik
Jakich tam zaraz niesmacznych numerów, małe orgijki tylko. Całkiem przyzwoite jak na nasze czasy. Wiesz przecież, że jesteś zawsze u nas mile widziany. Wiemy, że w dobrej zabawie umiaru nie masz hehe.


Dead
Cisza!
(pauza).
To nie jest ważne w tym momencie. Zadaję ci proste pytanie: co robią tu te zwłoki? No i do kogą należą?


Namiestnik
(ręce mu się trzęsą).
Ale ja na prawdę nie wiem o co chodzi. Pierwszy raz je tutaj widzę. Nie mam z tym nic wspólnego.


Dead
Morda w kubeł starcze! Nie wiesz do kogo mówisz!

(Nagle rozbrzmiewa gong. Wchodzi Dyjabeł Boruta. Staje pomiędzy nimi).


Dyjabeł Boruta
Ktoś zabił tego młodzieńca zeszłej nocy. Słyszałem krzyki. Straszne, potworne, makabryczne.


Dead
Wiesz kto to zrobił Dyjable ?


Boruta
Nie wiem niestety
(kaszle).
Trzeba zachować rozum w tych ciężkich dla nas chwilach. Musimy postępować racjonalnie.


Dead
Co proponujesz?


Boruta
Trzeba zrobić obrys zmarłego.


Namiestnik
Mądrze prawi, nalać mu!


Dead
Cisza!

(rozlega się głoś zza sceny):
Dead proszony o nie podnoszenie głosu.


Dead
Co za jawna bezczelność. Chamstwo i drobnomieszczaństwo.
(Wygraża ręką w niewiadomo jakim kierunku).
Już ty mnie gnido popamiętasz!
Na czym to skończyliśmy, zdaje się na...


Boruta
Tak, trzeba zrobić to natychmiast. Nie ma czasu do stracenia.
(Wyciąga kredę, podchodzi do zwłok i obrysowuje je starannie).


Namiestnik
Dead, ty patrz i się ucz!


Dead
Precz ode mnie, albo połamię laskę na łbie!


Boruta
Ho ho, widzę Dead piekielnik.
(Wyciąga z kieszeni białą kartkę. Podchodzi do Deada).
Jakbyś miał ochotę kiedyś przyłączyć się do nas, to wystarczy, że to podpiszesz kolego.


Dead
Dyjable, miej godność i schowaj cyrograf z powrotem. Ja już piekielnik jestem od małego i żadne piekielne moce mi w tym nie pomagały.


Boruta
Ale jeśli zmienisz zdanie, będziemy na ciebie czekali z otwartymi ramionami.
(Chowa cyrograf)


Dead
Wy, to miętcy jesteście, muszę ci powiedzieć. Za szybko się poddajecie. Pełzacie wokół ludzi silnych i namawiacie ich, kusicie, gnębicie i obiecujecie skarby, jednocześnie będąc tylko zabawkami w czyiś rękach.


Boruta
Mocne to słowa, oj mocne. Nie każdy ma odwagę wypowiadać takie zdania czartowi. W każdej chwili mógłbym cię wsadzić do piekła na tysiąc lat, gdzie miałbyś okazję przeprosić za swój niewyparzony język. Nie zrobię tego jednak, bo swój chłop jesteś.


Dead
Namiestniku, przydaj się na coś i nalej Borucie.

(Namiestnik wyciąga flaszkę z zielonym płynem. Podchodzi do stołu i nalewa)


Namiestnik
Panowie, zapraszam.


(Dead i Boruta podchodzą do stołu i siadają):


Dead, Dyjabeł, Namiestnik
Zdrowie!
(krzyczą wszyscy razem i zaczynają pić).


(Rozbłyska zielone światło. Wszyscy z podziwem patrzą na to co dzieje się wokół nich. Na scenę wchodzi smok i zieje ogniem. Słychać krzyki przerażenia. Boruta wstaje. Robi kilka chwiejnych kroków)


Boruta
Won z podwórka bezczelny gnojku!
(Pada na ziemie z pijaństwa i coś buczy pod wąsem. Dead i Namiestnik śmieją się z niego i dalej polewają alkoholu. Smok wychodzi. Zielone światło gaśnie. Krzyki cichną i wszyscy usypiają).




Scena 3
(Wszyscy powoli się budzą. Flaszka leży pusta na stole. Boruta podbiega do kompanów i szturcha ich).


Boruta
Widzieliście to co ja?
(Przytakują mu).
Toć to dyjabelskie sztuczki były. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego! Aż mi gęsia skórka wyskoczyła na ogonie.


Namiestnik
(Ledwo podpierając się laską)
Ja żem tam widział zupełnie co innego. Skory żeś był porwać się na tego potwora i ślepia mu wydźgać pazurami.


Boruta
Łżesz kanalio! Kto by śmiał się porwać na takiego lewiatana?


Dead
Bredzicie, to tylko halucynacja była.


Namiestnik
Pewności nie masz jednak, co? Widzę, że też się obruszyłeś trochę.


Boruta
Może to on spowodował śmierć tego biedaka. Kto wie.


(Wchodzi Ludwik. Usta ma całe zakrwawione, ręce również).


Ludwik
Co się tak gapicie na mnie? Naćpani czy co?


Boruta
A ty kto jesteś, hę?


Ludwik
Ludwik jestem.
(Podchodzi w kierunku Dyjabła. Przyglądają się sobie nawzajem).


Boruta
A gdzie żeś się tak usmolił szkaradnie kolego, hęę?


Ludwik
A jak sądzisz? Truskawki jadłem!!
(Ludwik zaczyna się śmiać w niebogłosy. Pada na ziemie i turla się ze śmiechu. Wszyscy otaczają go i przypatrują się.)


Dead
Patrzcie go, oszalał.


Boruta
(Wyciąga z kieszeni cyrograf, wyciera usta Ludwikowi).
Podpisz tu tylko kolego?
(Jeszcze bardziej się śmiejąc Ludwik robi krzyżyk na kartce).
O właśnie tak. To już 103 w tym miesiącu.
(Pokazuje poplamiony świstek papieru zgromadzonym).


Namiestnik
I kto by pomyślał..


Boruta
(Uśmiecha się diabelsko)
To trzeba mieć tu!
(Uderza się w czoło i również zaczyna się śmiać. Tymczasem na scenę wchodzi Wampir).


Wampir
Bądź pochwalon!
(Śmiechy ustają. Wszyscy patrzą w stronę Wampira ze zdziwieniem).


Boruta
Pochwalon?


Dead
Spokojnie, im chyba wszystkim dzisiaj odbiło.


Boruta
Na nieczystości tego świata, co on ma w klapie!
(Boruta zasłania oczy i wybiega ze sceny z podkulonym ogonem).


Ludwik
Nie, to znowu on, proszę, weźcie go ode mnie !
(Łapie się za głowę).


Dead
Wy się znacie?


Namiestnik
Te wampiry to jedna wielka banda. Słyszałem nawet, że fora dla nich robią całe...


Dead
Wprost niesłychane


Wampir
Właśnie jedno odwiedziłem i...

(Przerywa mu Ludwik.)


Ludwik
I co mówią? Nadal te brednie o krzyżach i czosnku?


Wampir
Absolutnie nie. Właściwie jedyne co robią, to cały czas się kłócą. Nawet zwykła wymiana zdań może zmienić się w mordobicie.
(Przykłada ręce do serca, zwraca oczy ku górze).
A to przecież tak nie po chrześcijańsku.


Dead
Nie chcę tego słuchać. Już od samego patrzenia robi mi się niedobrze.
(Podchodzi do stołu, siada, podpiera głowę rękoma. Nic nie mówi).


Namiestnik
Są rzeczy ważniejsze od jakiś for. Nie wiesz, kto zabił tego nieszczęśnika?


Wampir
Kiedy tu przyszedłem poprzednim razem, Ludwik się nim zabawiał.


Ludwik
Kłamca!
(Rusza w kierunku Wampira, ale zatrzymuje go drewniana laska Namiestnika).


Namiestnik
Czy to prawda?


Wampir
No, powiedz całą prawdę, Ludwiczku mój drogi, co się wydarzyło.


Ludwik
Nie wiem. Leżał tu sobie w najlepsze. Pewnie już wtedy nie żył.


Namiestnik
Więc mamy uwierzyć ci, że nie masz z tym nic wspólnego.


Ludwik
Wierz, w co chcesz, głupcze. Mieszasz się w sprawy, o których nie masz bladego pojęcia. Oskarżasz wampira, który może zgładzić cię w ułamku sekundy. Grasz na strunie, która lada chwila może pęknąć.


Namiestnik
Czy ty mi grozisz nędzna kreaturo?
(Rusza w kierunku Ludwika z laską gotową do ataku. Upada jednak na ziemię. Klnie pod nosem). Szlag by was wszystkich trafił!

(Nagle Ludwik łapie Namiestnika i wypija z niego krew. Namiestnik opada na ziemie całkowicie i umiera. Ludwik wyciera usta i wstaje).


Ludwik
Jednego głupca mniej na tym nędznym padole.


(Wampir patrzy ze zdumieniem po czym pada na kolana i robi znak krzyża).


Ludwik
Wstawaj! Wstawaj i nie rób z siebie pośmiewiska, jeśli ci życie miłe.
Choć zawsze, jeśli chcesz, możemy skrócić twoje cier...


(Skradający się z tyłu Dead uderza Ludwika z całej siły w głowę, która pada na ziemię. Nie rusza się).


Dead
Mam już dosyć ratowania świata. Czy ja już nigdy nie będę miał spokoju?
(Wampir ciągle klęczy i patrzy z boku ze zdumieniem).
Nudzi mnie to wszystko. Czasami mam ochotę zostawić cały ten bajzel i zająć się czymś naprawdę wartościowym.

(Ludwik niespodziewanie wstaje, zaczyna skradać się w kierunku Deada. Staje nad nim z rękoma podniesionymi do góry do ataku. Nagle Ludwika uderza błyskawica. Równocześnie zaczyna mrugać czerwone światło. Ludwik pada na kolana i osuwa się martwy na ziemię. Dead odwraca się. Nie wie co się dzieje. Czerwone światło mruga coraz intensywniej. Dead łapie się głowę i krzyczy jak opętany. Na scenie pojawiają się 3 Dyjabły, które porywają ciało Ludwika. Wampir nadal klęcząc modli się. Świece gasną. Następuje ciemność. Krzyki i modlitwy cichną).


Koniec aktu pierwszego.

Akt 2


Scena 1
(Wszędzie unosi się dym. Palą się świece. Zwłoki leżą ciągle w tym samym miejscu. Na ziemi leży Dead, cały poszarpany i zakrwawiony. Powoli wstaje i rozgląda się wokół. Zaczyna cały się trząść i krzyczeć. Nagle podchodzi do niego Boruta i uderza go w twarz. Przestaje krzyczeć. Zdesperowany łapie kurczowo Borute za ubranie).


Dead
To nie on!


Boruta
Nie rozumiem, o czym ty mówisz?


Dead
Zabrali... zbezcześcili...


Boruta
Nieee, ciało nadal tam leży, nigdzie się stąd nie ruszało
(Pokazuje palcem).
Bo jakby mogło, haha!?
(Dead potrząsa Borutą jeszcze mocniej).


Dead
Sprawdź! Sprawdź dokładnie jeśli mi nie wierzysz.


Boruta
Dobrze więc.
(Uwalnia się z rąk Deada, poprawia ubranie).
Idę...
(Podchodzi do ciała, odwraca je do twarzą do góry. Nagle odskakuje).
Pomiocie szatański! To Namiestnik! Skąd wiedziałeś?


Dead
Widziałem...Pamiętam tylko ten chichot, śmiechy diabelskie! Mlaskanie i ciamkanie! Zemdlałem wtedy...ale oczy ducha mego były otwarte...Widziały one...


Boruta
Do cholery! Co widziały? Wyduś to z siebie!


Dead
...Namiestnika...Rozmawiał z Dyjabłami...Spółkował!!


Boruta
Spółkował? Za naszymi plecami? A to czart jeden! O czym mówili?


Dead
Nie słyszałem. Śmiali się, kręcili w kółko, obnażali. Potem Dyjabły wzięły tamto ciało, a w ich miejsce położył się Namiestnik.


Boruta
Co dalej się stało?


Dead
Potem rozbłysnęły światła...Dyjabły okrążyły mnie, zaczęły popychać, szturchać śmiejąc się. Wtedy nastąpił potworny huk i obudziłem się, tu i teraz.


Boruta
Przedziwna to opowieść. Co teraz poczniemy?


Dead
Nie ma sensu nic robić, bo sensu już nie ma w niczym... Tylko skóra i kości, nic więcej.


Boruta
Nie czas teraz na rozterki, trzeba podjąć działanie, żyć, kusić, zbawiać....Obojętnie co, ale robić coś.


Dead
I ty mi to mówisz? Ty, który owego wyboru już nie masz? Upadłeś, i męka twoją już na wieki będzie oblubienicą. Ja zrobić mogę co zechcę...bo człowiekiem jestem. Zapamiętaj to sobie.


Boruta
Szaleniec jesteś, nie człowiek! Zejdź mi z drogi!
(Odpycha Deada, ten rzuca się na niego. Zaczynają się bić, turlać po ziemi, wyzywać się i przeklinać. Wchodzi Wampir).


Wampir
Spokój! Spokój mówię, w imię...
(Nie kończy, bo przerywa mu czyjś głos).


Głos
Oni cię nie słyszą...


Wampir
Ktoś ty?
(Rozgląda się i obraca na wszystkie strony).


Głos
Musisz to wiedzieć ty sam, ja Ci tego nie wyjaśnię.


Wampir
Panie mój, to Ty naprawdę? Wyjdź mi na spotkanie!
(Pada na kolana).


Głos
Jesteś inny niż reszta, mam wobec ciebie pewne plany, ale... wątpię czy przystaniesz na moje warunki.


(Dead i Boruta nadal szamoczą się po ziemi).


Wampir
Mów Panie, dla Ciebie zrobię wszystko.


Głos
Wszystko mówisz...


Wampir
Tak!


Głos
Dobrze więc. Ale zanim przejdę do warunków, muszę cię o czymś poinformować.
Gdyby nie moja ingerencja w tym właśnie momencie, zostałoby ci jeszcze trzysta lat życia. Umarłbyś, pomimo iż sądzisz, że to niemożliwe w twoim przypadku.

Możesz skrócić ten czas czyniąc dobro, nawracając innych, poprawiając jednocześnie sytuację w moich oczach.

Warunek jest prosty. Musisz nawrócić 300 osób...czyli dokładnie tyle, ile wampirzych lat ci jeszcze pozostało.

Ale nie będziesz robił tego pod swoją właściwą postacią. Zamienię cię w posąg. Będziesz czynił cuda i przez to nawracał. Gdy tę liczbę osiągniesz, twoje męki zakończą się i umrzesz w spokoju.

Jeżeli jednak coś przeszkodzi ci w dokonaniu tego, nie nawrócisz określonej przeze mnie liczby osób, liczbę która ci zostanie zamienię na liczbę śmiertelnych żyć, które będziesz musiał znieść jako pokutę.

Trudne to zadanie, więc jeśli chcesz się wycofać, to tylko tu i teraz, potem nie będzie już odwrotu.
To wielka szansa dla ciebie, mój drogi. Co postanawiasz?


Wampir
Zgadzam się, chcę to zrobić.


Głos
Tak też się stanie.
(Następuje ciemność, słychać grzmot).


Scena 2
(Robi się jaśniej. Dead i Boruta ciągle się biją na ziemi. Są coraz bliżej posągu; nie widzą go. Wchodzi Ludwik).


Ludwik
Przyszedłem ponownie dać wam do zrozumienia, że...
(Wtem zauważa posąg, staje jak wryty. Po chwili łapie się za głowę).
Co ja zrobiłem?
(Zapalają się na przemian światła czerwone, niebieskie i zielone).
Jak to możliwe, że tego nie widziałem?
Ślepy byłem na cierpienie i krzywdę ludzką.
Żądzy swojej pokonać nie umiałem. Zabijałem z zimną krwią.. po co.. nie wiem tego.
Zło mnie opętało.
Ale teraz wszystko się zmieni, teraz już rozumiem.

(Bójka Deada i Boruty doprowadza do przypadkowego rozbicia posągu. Wylewa się z niego krew. Słychać bicie dzwonów. Wszyscy stoją zdezorientowani i patrzą na to co się dzieje. Ludwik zasłania ręką oczy, po czym obnaża kły i zaczyna ryczeć ze złości. Rzuca się do przodu. Pojawiają się nagle 3 Dyjabły, łapią Ludwika i obcinają mu głowę toporem, przyśpiewując pod nosem "Kochajmy Pana i wykonujmy jego wolę").


Dead
Co jest do cholery?
(Dyjabły podchodzą bliżej na palcach, śmieją się i prychają na przemian. Boruta wstaje i śmieje się. Dead ciągle leży i patrzy przerażony).


Boruta
On wszystko wie, widział...


Dyjabeł 1
Ale czy kto mu uwierzy?


Boruta
Nie, ale ryzykować nie można. Czy to jasne? Powtórzyć!


3 Dyjabły
Ryzykować nie można! Ryzykować nie można!


Boruta
Tak, dobrze. Zwiążcie go więc i spalcie. Pora kończyć tę zabawę.

(Dyjabły łapią Deada i oplatają sznurem. Dead krzyczy. Rozbłyska ogień, Pali się. Dyjabły razem z Borutą, łapią się za ręce, zaczynają kręcić się w kółko, tańczą i podśpiewują).


3 Dyjabły
"Pali się, on, pali,
Martwy już jest cały,
Było nam tu dobrze,
Ale to już koniec."

(Światła przestają mrugać. Ogień powoli dogasa, nastaje ciemność. Dyjabły i Boruta znikają. Następuje cisza. Smuga czerwonego światła rozświetla zwłoki Namiestnika. Namiestnik wstaje, robi kilka kroków, kuśtyka - nie ma laski, leży gdzieś na boku).


Namiestnik
Marność.
(Pauza).
Powiadam wam, wszystko jest marność.
(Zaczyna cicho szlochać, czerwone światło powoli przygasa. Namiestnik jest coraz mniej widoczny, aż w końcu w ogóle nic nie widać. Słychać już tylko jego szloch).



KURTYNA


Ukończone: 4 luty, 2004.
Dead_star