Mariusz: cytatyOdnalazł po prostu sposób naśladowania życia śmiertelnego, sposób bycia ze śmiertelnymi(...) Tworzył rzeczy dobre. I powiem ci, że widzę w nim mądrość i brak próżności. On nie potrzebował się ujawnić. Żył tysiąc lat i bardziej wierzył w perspektywę nieba, które malował, niż w samego siebie. W jego obliczu i postawie nie było żadnego odpychającego majestatu, żadnej sztucznej wzniosłości, która mogłaby mnie onieśmielić czy napawać strachem. Wyczuwało się w nim natomiast zrównoważenie i szlachetność. Jego oczy spoglądające dal były raczej rozszerzone, a usta (...)sugerowały usposobienie o wyjątkowej delikatności. (...) Wyraz jego twarzy jednak był zbyt pogodny, zbyt ludzki swojej boskości, by mógł wywołać coś innego poza zainteresowaniem i pragnieniem zbliżenia się do niego. Mariusz był raczej superobecnością, stworzeniem o niesłychanej jasności i perfekcji, co było wyraźnie powiązane z rzeczami, które go otaczały... Byłem nadzwyczajnie szczęśliwym człowiekiem. Najważniejsze jednak było to, że życie nigdy nie nudziło mnie, nigdy nie wydawało się zbyt ciężkie.
Nosiłem sobie poczucie woli zwyciężania zawsze, poczucie zaciekawienia światem. A było to dla mnie równie ważne później, jak dla ciebie była i jest złość i siła, równie ważne, jak duszach innych mogą być rozpacz czy okrucieństwo. owo przeświadczenie było po prostu myślą , że był na tym świecie ktoś, kto wiedział wszystko. Nie chodziło o to, że istniała jakaś wyższa istota na ziemi. Wydawało mi się, że istniała jakaś nieustająca inteligencja, ustawiczna świadomość. Myślałem wtedy o tym kategoriach praktycznych, co ekscytowało, jednocześnie działało na mnie kojąco. (...) Moje pojęcie tego kogoś lub czegoś było niejasne. Pocieszałem się jednak myślą, że nic duchowego nie zostało stracone dla nas, że istniało ustawicznie, ta nieustająca wiedza o wszystkim... Sam w sobie jestem nie kończącą się świadomością, taką inteligencją, do której tęskniłem od wielu lat jeszcze wtedy, gdy byłem żywym człowiekiem. Jestem też zakochany, zawsze byłem, wielkim postępie ludzkości. Chce zobaczyć, co stanie się teraz, kiedy świat raz jeszcze zatoczył koło, aby zakwestionować swoich bogów. Nie, nikt nie przekonałby mnie, za nic, do tego, bym zamknął oczy na wieki. nigdy nie pragnął wzbić się ponad uczucia człowieka myślącego, raczej zależało mu na ich wysubtelnieniu, odczytaniu na nowo, cieszeniu się nimi w duchu nieskończenie doskonałego zrozumienia. A w tej właśnie chwili kusiło go, aby skierować się przeciwko Lestatowi z aż nazbyt ludzką furią. Czy to była groza? Czy też nienawiść - nienawiść, przyczajona w nim od wieków, zmieszana z urazą, znużeniem i tęsknotą za człowieczym sercem, nienawiść, która teraz rozgorzała do żaru, jakiego nigdy sobie nie wyobrażał. Nie ośmielił się poruszyć, nie ośmielił się odezwać. Nienawiść była świeża, zaskakująca i wzięła go całego w posiadanie, tak że żadnym sposobem nie mógł jej opanować ani zrozumieć. Utracił wszelką zdolność oceny. Często chodziłam z Mariuszem. Z samolubnym, próżnym Mariuszem, tym, który myli chciwość z czcią, który jest nieodmiennie oślepiony dekadenckimi tworami życia, równie samolubnymi jak on sam. Ale brak mi hartu ducha. Widzisz, moje złudzenia przepadły; nawet nie wiedziałem, że były złudzeniami. Myślałem, że zdobyłem taką mądrość! Z niej czerpałem główny powód do dumy. Przestawałem z wiecznymi bytami. A kiedy ujrzałem ją stojącą przy tronie, wiedziałem, że ziściły się moje największe nadzieje i marzenia! Ona żyła w tym ciele. Żyła, podczas gdy ja odgrywałem rolę akolity, niewolnika, wiecznego strażnika jej grobu! Nienawidził Maharet, nienawidził ich wszystkich. Nienawidził samego siebie. Druga bliźniaczka, gdzie jest druga bliźniaczka? W jego myślach przebłyskiwały obrazy rozgrzanej dżungli, porwane liany i młode drzewka pękające pod stopami. Starał się myśleć logicznie, ale na próżno. Zatruła go nienawiść. Zawsze był dżentelmenem, nawet gdy nie istniało jeszcze to słowo. W starożytnym Rzymie musieli mieć odpowiednie określenie dla osoby o nieskazitelnie dobrych manierach, głębokim poczuciu honoru i uprzejmości równie wielkiej wobec bogaczy, jak wobec nędzarzy. Taki właśnie był Marius, a wedle mojej wiedzy był taki od zawsze. W dawnej Wenecji stąpał dumnie w swych szatach jak ówcześni ludzie, zawsze taki widoczny, wytworny, strojny, magister elegantiarum , jak się wtedy mawiało. Kiedy w delikatnej purpurze zachodzącego słońca szedł przez Piazza San Marco, wszyscy się za nim oglądali. Czerwony herb, czerwony aksamit płaszcza, wspaniale haftowany kaftan , a pod nim koszula ze złotego jedwabiu, tak wówczas popularnego. zawsze zdumiewa swą bystrością i pomysłowością, nic nie utracił z cierpliwości i ciekawości, a zbyt wiele widział, aby mogły mu imponować wyczyny nauki i techniki (...) jesteś zapalczywy i sentymentalny i na dodatek raz po raz wybuchasz płaczem - rzucasz się na królową jak dziecko w napadzie histerii! Jak on mnie potrzebował! Rozpaczliwie pragnął zwierzyć się nie pierwszemu lepszemu śmiertelnikowi, lecz mnie. Jeżeli będziesz ślepo wierzył rozumowi (...) z upływem czasu rozum może cię zwieść, a tedy pozostanie ucieczka w obłęd. Gwałciłam wolę własnego serca, które pragnęło tylko go kochać. Pamiętałam wszystkie jego przestrogi, ale mimo całej swojej mądrości okazywał olbrzymią siłę woli, męskiej woli, której źródło musiałam dopiero poznać. nie był już taki zły, za to bardzo rozbity, i swoim nowym, przenikliwym wzrokiem widziałam, ile okazał odwagi, poznałam go lepiej, jego zdecydowaną wolę wytrwania przy zasadach, w które wierzył, wbrew magii, która pochłonęła go, zanim zdążył podać ją w wątpliwość. Mimo wszystko próbował wieść szlachetne życie. To, co we mnie płonie, nie dba, czy ofiara dopuściła się jakiejś zbrodni. Po prostu pragnie. Nie co noc, chociaż często! Nie mówi nic! Nie mówi w mym sercu o ołtarzach! Spina mnie ostrogami niby bojowego rumaka! To Mariusz odsiewa ziarno od plew, zgodnie ze starym obyczajem i ze względów, które na pewno rozumiesz, lecz nie ma to nic wspólnego z łapczywym pragnieniem. Ono zna naturę, ale nie moralność. Wiele lat Mariusz strzegł swojej delikatnej racjonalności, jak dziewicza westalka pilnuje świętego ognia. Gdy zdarzało się, że ogarnęło mnie jakieś ekstatyczne uczucie, z miejsca łapał mnie za rękę i oznajmiał jasno i wyraźnie, że to irracjonalne. Irracjonalne, irracjonalne i jeszcze raz irracjonalne! Boisz się mnie. Obawiasz się, że zwali mnie z nóg jakiś człowiek wielkiej wiary i że cię opuszczę. Nie, nie tak. Boisz się, że tobie usunie się ziemia spod nóg, że jakimś sposobem świat z powrotem cię skusi i nie będziesz już mieszkał tutaj ze mną, obserwującą wszystko z góry Rzymianką, samotnicą, bo wrócisz w poszukiwaniu śmiertelnych pociech, przyjaźni i bliskości, uznania za jednego ze śmiertelników, którym wszak nie jesteś. Zobaczysz ciemność (...) ciemność tak absolutną, że Natura nie zna takiej w żadnym miejscu na Ziemi. Jest ona ukryta tylko w ludzkiej duszy. I jest nieskończona. Modlę się, żeby - gdy cię w końcu otoczy, gdy nie będzie niczego poza nią - żeby rozum i logika choć trochę cię przed nią obroniły. Nie pomoże ci rezygnacja (...) Rezygnacja wymaga siły woli, tej potrzeba stanowczości, która opiera się na wierze zakorzenionej w czymś, w co można wierzyć. Każde działanie lub zgoda wymagają kogoś, kto byłby ich świadkiem. A nie ma nic i nie istnieją żadni świadkowie! W odróżnieniu ode mnie jeszcze nic o tym nie wiesz. W głębi duszy wyobrażał sobie, że nienawidzę go za brak serca, jaki okazał mi w noc, gdy otrzymałam Mroczną Krew. Przekonywałam go, że to dziecinne rozumowanie. Nie dostrzegał, że moja dusza i inteligencja były zbyt wielkie na taką trywialną skargę i że nie miałam obowiązku tłumaczyć mu się ze swych myśli, słów i czynów. Niewiele mogłam zrobić dla uchronienia go przed rozpaczą. Nie stanął jeszcze wobec tej straszliwej ciemności, o której mu opowiadałam; był zbyt poruszony, rozdrażniony i swarliwy. Ale ja bardzo się o niego bałam, z jego powodu bolało mnie serce; nie chciałam, żeby patrzył na świat ponuro jak ja, życzyłam mu więcej dystansu, żeby niczego się nie spodziewał i niemal śmiał się z upadku naszego imperium. utraciłem rzymskich bogów, choć w gruncie rzeczy sam nigdy nie byłem ich wyznawcą. Odznaczałem się zbyt powściągliwą naturą, aby oddawać cześć bogom. A skoro nie miałem swoich jedynych prawdziwych bogów, mówiłem o wszystkich bogach używając strof poezji. Nie wiem, co sprawiło mi większy ból, utrata Lestata czy uczucie zazdrości, że wobec niego postąpiła inaczej niż względem mnie: dała cząstkę siebie, ale także wzięła coś w zamian. Nie potrafiłem się z tym pogodzić. Bo widzisz, czułem się, jakby była moja własnością. Jakbym ją posiadał. Była moją Królową. sam chciałem być kochany, a jak już wspomniałem, nie mogłem sobie pozwolić na utratę reputacji cierpliwego i roztropnego mędrca. Gniew jest dla mnie zbyt bolesny. Gniew jest nazbyt żałosny. Nie mogę go znieść. Nie mogę dopuścić abym działał pod jego wpływem. Pragnę odnajdywać wokół najróżniejsze cuda, tak jak zawsze czyniłem(...) Gdybym tego zaniechał, utraciłbym siły i chęć, aby trwać, i właśnie to najbardziej mi doskwiera. Śmierć położyła dłoń na mym ramieniu. Śmierć przychodząca w postaci licznych rozczarowań i lęku przed wzgardzeniem żyłem w kłamstwie, odkąd skończyłem z gniewem. (...) Wciąż siebie okłamywałem. Mnożyłem jedno kłamstwo za drugim. Z jednego kłamstwa gładko przechodziłem w następne. Żyłem i żyję w nich nadal, ponieważ nie potrafię znieść słabości, jaką wywołuje gniew, i nie umiem się pogodzić z faktem, że miłość jest ze swej natury irracjonalna. Moją religią było niedowierzanie. ja, który nie jestem ani aniołem, ani diabłem, który nie jestem ani dobry ani zły Przemierzałem ziemię, nie tylko w poszukiwaniu krwi, lecz również łaknąc piękna Musicie wiedzieć że w przypływie gniewu Marius przestaje być sobą. Musiałem zdawać sobie z tego sprawę i nigdy nie wolno mi było o tym zapomnieć zadumałem się jak to często miałem w zwyczaju, nad urzekająca mocą, jaką miały nade mną biblioteki Odczuwam instynktowny lęk, wobec śmiertelników, którzy wiedzą kim jestem . Nigdy nie pozwoliłem oddzielić mojej duszy od dawnego, śmiertelnego życia. Nie dopuszczę do tego. lubiłem rolę nauczyciela i radowało mnie, gdy mogłem podywagować z Plutarchem, tak jakby był w kajucie wraz ze mną, albo w podobnym tonie komentować Tacyta. kierują mną pytania i nazbyt często zadawałem je w kompletnej ciszy lub, jak przed wiekami, otrzymywałem od śmiertelników odpowiedzi, które musiałem potem łączyć w jedną całość niczym kawałki starego papirusu. Łaknę wiedzy.. Przepełniała mnie nienawiść do samego siebie i lęk, że Królowa przejrzy mój sekret, że pragnąłem się jej pozbyć, że chciałem uwolnić się od nich wszystkich, od Avicusa, Maela, Eudoksji, i że po raz pierwszy zapragnąłem zostać wędrowcem, jak wielu innych, że chciałem stać się bezimiennym, bezdomnym włóczęgą podróżującym bez celu i ceniącym samotność. Odkryłem w sobie okrucieństwo, którym mogłem jedynie pogardzać. Znów zacząłem się zastanawiać, dlaczego opuściłem Pandorę, i nagle zrozumiałem, że unicestwiłem Eudoksję z tego samego powodu- ponieważ te dwie istoty były połączone z moim umysłem bardziej, niż byłem gotów przyznać. Momentami mam wrażenie, że jestem kruchy jak szkło. Stałem się dla nich magiem, pomagającym im realizować cele, o których nigdy nawet nie marzyli Wyobrażałem sobie, że jestem nietykalny, niezwyciężony, i jakiego doznałem upokorzenia, roztrzaskując się niczym fale przyboju na skałach własnej pychy. Jakże byłem nieostrożny, wiedząc, że jestem nietykalny. Urosłem w pychę. To takie smutne. Nic dziwnego, że spotkał mnie tak bolesny upadek Nie sądziłem, że może mnie spotkać coś takiego. Nie spodziewałem się, że mogę być tak żałosny. Wierzyłem, że jestem wszechmocny, nadludzko sprytny, ponad wszelkimi troskami. |