Merrick: cytatytłum. Małgorzata Kicana Kiedy jest się starym i schorowanym, zmęczonym i cherlawym, kiedy zaczynasz podejrzewać, że twoje życie nic nie znaczy
Wtedy zaczynasz śnić o wampirycznej przemianie. Wtedy zaczynasz fantazjować, że przekleństwo wampiryzmu nie może być wcale aż tak koszmarne
nie, jeśli w zamian dostajesz nieśmiertelność. Wtedy zaczynasz myśleć, że gdybyś tylko miał szansę, mógłbyś stać się pierwszym świadkiem zmian, ewolucji otaczającego cię świata. Ubierasz swoje egoistyczne zachcianki w płaszczyk wspaniałej nauki.
Świeca stała na pękatej komodzie naprzeciwko wejścia. Dawała migotliwe światło, a stała głęboko i bezpiecznie zanurzona w szklanym naczyńku z wodą. Tuż za nią, i jak gdyby na nią spoglądając, stała gipsowa figurka świętego Piotra ze złotymi kluczami do bram Niebios; miała może z półtorej stopy wysokości. Postać o ciemnej skórze i bursztynowych oczach. Odziana była w miękką, zieloną tunikę haftowaną złota nitką oraz w purpurowy płaszcz, który był jeszcze misterniej haftowany. Święty trzymał nie tylko przysłowiowe klucze do Królestwa Niebieskiego, lecz także ogromną księgę. Oczyma wyobraźni znowu zobaczyłem świątynię w Brazylii, gdzie przez wiele miesięcy uczyłem się, jakie dary można składać w ofierze, gdzie poznawałem mity o bogach i gdzie, na koniec, po wielu, wielu długich miesiącach zmagań poznałem tańce ku czci wszystkich bóstw, pozdrawiające każde z nich innym gestem, innymi krokami, które powtarzałem, dopóki nie osiągnąłem stanu kompletnego uniesienia, dopóki nie poczułem, że któreś z bóstw wstępuje we mnie, opętuje mnie... a potem było przebudzenie, całkowita niepamięć, opowieści o tym, jak to zostałem potężnie opętany... najwyższe wycieńczenie.
Lata, które dawno temu spędziłem w Rio, były wielkim poświęceniem. Wierzyłem w candomble tak tylko, jak ja, David Talbot, jestem w stanie wierzyć w cokolwiek. Oddałem się tej religii na tyle, na ile jestem w stanie w czymkolwiek się zatracić. Stałem się wyznawcą i sługą Oxali. Wiele razy byłem przezeń opętany, lecz rzadko kiedy cokolwiek pamiętałem z transów, i skrupulatnie przestrzegałem jego zasad.
- Ona jednak chciała fotografii, dagerotypów. Swego obrazu na szkle. Była wściekła, jak ci już wspomniałem. Lecz wiele lat później, kiedy dotarliśmy do Paryża, tej cudownej nocy, zanim jeszcze dowiedzieliśmy się o istnieniu Teatru Wampirów i potworów, które ją na koniec zniszczyły, odkryła, że magiczne obrazki można robić także w nocy, przy sztucznym świetle.
Jej bose stopy nie wydawały żadnego odgłosu na wypolerowanych deskach. Przycisnęła butelkę do piersi i zaczęła obracać się wokół własnej osi, mrucząc coś pod nosem i odchylając głowę w tył. Turbulencje w powietrzu stawały się coraz gwałtowniejsze. Na powiekach i policzkach czułem coś podobnego do lekkiego postukiwania koniuszkami palców. Było to jednak odmienne uczucie od stałego naprzykrzania się insektów. Poczułem, jak coś dotyka grzbietu mojej dłoni, i nieomal wypuściłem maczetę, lecz szybko się opanowałem. Poświeciłem latarką na wysoki sufit - pomalowany był na ten sam intensywnie niebieski kolor co dolna część ścian. Wszędzie dokoła nas widniały wspaniałe postaci, wysokie i szczupłe, w ozdobnych kiltach, w kolczykach i kunsztownych perukach. Raczej nie był to styl ani Majów, ani Egipcjan. Nie przypominało to nic, co dotąd widziałem czy badałem Uniosłem maskę, jak mi kazała. Miałem wrażenie, jakbym zanurzył się w głębinę. Cofnąłem się kilka kroków, lecz nie mam pojęcia, co jeszcze robiłem. Maska pozostała na miejscu, a moje dłonie zaciśnięte na niej, lecz wszystko inne uległo subtelnej zmianie. Stałem na wysokim pawilonie, a wszędzie dokoła widziałem piękne góry. Dolne partie zboczy pokryte były gęstym, zielonym lasem, a niebo miało niezwykle intensywną, niebieską barwę. Myślisz, że ludzie powinni odczuwać taką gorycz i samotność, jakie ja odczuwałem podczas moich ostatnich śmiertelnych lat? Nie wydaje mi się. Jak wszystkie stworzenia, także człowiek został stworzony po to, by żyć pełnią życia. Cała reszta to duchowa i fizyczna katastrofa. O tym jednym jestem przekonany.
Żyję w udręce, gdyż stale towarzyszy mi myśl o osobie, którą kiedyś zdradziłem, potem pielęgnowałem, a na koniec straciłem. Przychodzę do ciebie, ponieważ wierzę, że potrafisz przywołać ducha tej osoby, żebym mógł z nim porozmawiać. Przychodzę do ciebie, ponieważ wierzę, że potrafię ocenić, czy ten duch odnalazł spokój.
Duma zawsze jest podstawowym grzechem tych, którzy pozostają w Talamasce. Wierzymy, że byliśmy świadkami cudów. Wierzymy, że potrafimy czynić cuda. Zapominamy, że nic nie wiemy. Zapominamy, że może nie ma nic, co moglibyśmy odkryć.
Mroki nocy stężały w kształt mniejszej postaci, wyraźnie przybierając na sile. Postać ta zdawała się wyciągać do nas małe ramiona, podchodząc do stołu, za którym staliśmy. To małe stworzenie unosiło się nad ziemią; jej oczy błyszczały na tej samej wysokości, co nasze, a małe stopki odpychały się od powietrza. Zbliżała się ku nam i stopniowo widzieliśmy coraz więcej szczegółów. Drobne dłonie i kaskady lśniących, złotych włosów. Ja zaś, z sercem zimnym tak bardzo, jak tylko jesteś sobie w stanie wyobrazić, potępiam cię... potępiam cię za to, że odebrałeś mi życie... potępiam cię za to, że nie miałeś zmiłowania nad moim śmiertelnym istnieniem... potępiam cię za to, że widziałeś we mnie tylko to, co widziały twoje oczy i niezaspokojone żyły... potępiam cię za to, że sprowadziłeś mnie do piekła, które tak dostatnio dzieliłeś z Lestatem.
Jednak kiedy sprawa nabrała rozpędu, zakończyła się niesłychanie szybko. Nigdy nie czułem takiej aspiracji ani takiego pragnienia. A teraz - jak typowy romantyczny idiota, którym zawsze byłem, jak mistrz wątpliwych akcji i małej wytrzymałości, niezdolny do życia z konsekwencjami i płacenia ceny za swoje działania - powierzam Ci tę niezwykłą istotę, Merrick, którą wiem, że będziesz kochał i nauczysz wszystkiego, co Ci serce dyktuje.
W pozbawionej pokrywy trumnie, wystawiona na działanie nocnego powietrza leżała spalona replika stworzenia, które znałem jako Louisa. Zdawała się równie solidna jak egipska mumia spowita w bandaże, z ciałem nadal przytwierdzonym do kości. Ubrania były mocno zadymione, lecz poza tym nietknięte. Trumna dokoła koszmarnej postaci poczerniała. A jednak twarz i dłonie - nawet cała postać - zostały nietknięte przez wiatr i zachowane doskonale nawet w najmniejszym szczególe.
|