O naturze moich wcześniejszych prac

Od publikacji książki Chrystus Pan, Wyjście z Egiptu, w której znalazła się moja nota dotycząca nawrócenia na chrześcijaństwo i zaangażowania na jego rzecz, otrzymałam wiele cennych uwag odnośnie wcześniejszych powieści. Pytania dotyczyły wartości 'mrocznych opowieści' oraz tego, dlaczego, jako chrześcijanka, nie wyrzekłam się prac, w których bohaterami były wampiry, wiedźmy i inne nadnaturalne stworzenia. Przez kilka lat odpowiadałam na każdy z takich emaili. Otrzymałam również wiele listów od czytelników Kronik, którzy wyrażali swój niepokój, że mogłabym wyrzec się tamtych książek. Również dziennikarze pytają o mój stosunek do tamtych utworów, równie często dzisiaj jak i w 2005, kiedy ukazał się Chrystus Pan.

Niewątpliwie jest to ważna kwestia dla wielu ludzi i żadna z odpowiedzi, jakich dotąd udzieliłam w wywiadach telewizyjnych, radiowych, bądź w czasopismach, nie wyjaśni w pełni problemu. Czuję się więc w obowiązku uczynić to teraz - nie tylko dla nowych, chrześcijańskich czytelników, którzy nie znają wcześniejszych książek, lecz głównie dla starszych czytelników, którzy wspierali i pozostali gorliwymi fanami wcześniejszych prac. Moją intencją nie jest rekomendowanie tych powieści chrześcijańskim czytelnikom. Chcę wyjaśnić to, co uważam za głębokie nieporozumienie odnośnie natury tych utworów.

Pozwólcie, że zacznę od stwierdzenia, że moje wcześniejsze powieści widzę jako część długiej tradycji zachodniej kultury, tradycji 'mrocznej fikcji', która obejmuje najbardziej honorowane pozycje religijne. Piekło Dantego jest mroczną pracą, w której piekło opisane jest w najdrobniejszym detalu.

Hamlet i Macbeth Shakespeare'a są także takimi dziełami, w których duchy grają kluczową rolę. W akcji Macbetha znajdziemy trzy wiedźmy i ducha, a najwspanialsze kwestie wygłasza nihilistyczny złoczyńca, tj. sam Macbeth. Te książki są tak wysoko cenione w naszej kulturze, że w moich czasach Macbeth był lekturą w szkole średniej. Nie można było ukończyć szkoły nie wiedząc nic o duchu ojca Hamleta, czy też o wściekłych, obsesyjnych, pełnych poczucia winy zawodzeniach Lady Macbeth.

Innym mrocznym dziełem jest światowej sławy poemat Johna Miltona, Raj utracony, który skupia się na mieszkańcach Piekła. Nie brak interpretacji, że w rzeczywistości jego bohaterem jest Szatan, postać, która najwidoczniej ma najlepsze w całej książce kwestie.

Również Frankenstein Mary Shelley, mroczna klasyka, jest moralnym oskarżeniem szalonego doktora o mieszanie się w sprawy życia i śmierci oraz za porzucenie potwora, swojego nieszczęsnego 'dziecka'.

Powieści sióstr Bronte są pośród najbardziej znanych 'mrocznych opowieści' dziewiętnastego wieku. Jane Eyre, brutalnie przedstawiająca historię, znalezionej na strychu pana Rochestera, szalonej kobiety - oraz ponad naturalne przeczucie Jane, że musi powrócić do swego byłego ukochanego - jest wybitnym dziełem. Po raz pierwszy zetknęłam się z tą książką w bibliotece mojej szkoły średniej (Catholic High School) w Nowym Orleanie. W tym samym czasie przeczytałam Wielkie nadzieje Charlesa Dickensa. Jest to ponura opowieść o ambicjach i cierpieniu młodego mężczyzny, zdominowanego gotycką grozą umysłowo chorej panny Havisham, kobiety, która przeżywa swoje życie w gnijącej sukni ślubnej przy stole zastawionym gnijącą ucztą weselną, niszcząc niewinność bohatera i jego samego.
Opowieść wigilijna jest lepiej znanym dziełem Dickensa. Jest to gotycka opowieść o duchach, szeroko uznana za najlepszą powieść wigilijną wszechczasów. Książka wprowadza czytelnika w podróż poprzez cierpienie i ciemność, w której przewodnikami są trzy duchy. Czasy wiktoriańskie miały długą tradycję opowiadania historii o duchach w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Nie podejrzewano, że mają one moralne pochodzenie.

Opowiadania Nathaniela Hawthorne'a, napisane w Ameryce, opisują czarownice i szatana oraz mają wysoce moralną wymowę. Szczególnie polecam krótkie opowiadanie Young Goodman Brown, historię niewinnego człowieka, będącego świadkiem sabatu czarownic.

Arcydzieło Hermana Melville'a, Moby Dick, jest wyjątkowo mroczną opowieścią, zawierającą biblijne alegorie i przemoc, opisującą słynnego kapitana Ahaba, który w pogoni za białym wielorybem posyła niemal całą swoją załogę do wodnego grobu. Chociaż osobiście nie jestem fanką Flannery O'Connor, byłoby niedbalstwem z mojej strony nie wspomnieć o jej mrocznych i gwałtownych opowiadaniach, które miały chrześcijańskich zwolenników, dostrzegających w tych pracach moralną ważność.

Mogłabym wymienić jeszcze dużo przykładów. Pozwólcie, że dodam jeszcze tylko legendę Fausta. Jest to jedna z najbardziej popularnych mrocznych opowieści, znana w każdym języku. Ci, którzy być może uważają wersję Goethego za zbyt wymagającą, mogą skorzystać z opery Faust, autorstwa Gounoda - jest to piękna i przystępna wersja starej opowieści. Dostępny szerszej publiczności jest także niemy film Faust F.W. Murnau'a.

Tymi przykładami chciałam wskazać na fakt, że 'mroczne powieści' są ważną i bardzo cenioną częścią naszej kultury od bardzo długiego czasu. Nie będzie zbyt oryginalnym stwierdzenie, że te powieści wpływają na zmianę postaw, przekonań odbiorcy. Zabierają czytelnika w podróż, która idealnie odzwierciedla arystotelesowską formułę wielkiego dramatu - podczas czytania (czy też oglądania filmu lub sztuki) odczuwamy strach i litość by ostatecznie doświadczyć katharsis. Poprzez literackie doświadczenie zabierają w miejsce, do którego sami byśmy się nie udali. Jestem silnie przekonana, że te dzieła wymagają od odbiorcy pewnej przemiany; wymagają pewnej dozy cierpienia od części czytelników jako ceny za ostateczną afirmację.

Chciałabym zaznaczyć, że moje powieści o wampirach, jak również inne, które napisałam - trylogia rodziny Mayfair, Sługa kości, Skrzypce, Krzyk w niebiosa, Dzień Wszystkich Świętych - są również próbą napisania takiej silnie oddziałującej na czytelnika historii. Wszystkie one zawierają w sobie silny moralny kompas. W żadnej z tych książek zło nie jest gloryfikowane. Wręcz przeciwnie, ich głównym tematem jest nieustająca walka przeciwko złu oraz poszukiwanie dobra.

Wywiad z wampirem, który zwrócił na mnie uwagę publiczności, opowiada o wyalienowanej istocie bliskiej rozpaczy, poszukującej w świecie nadziei na to by jego życie miało jakiekolwiek znaczenie. Jego wampirza natura jest jasną metaforą świadomości ludzkiej, świadomości moralnej. Głównym tematem powieści jest niedola bohatera, gdyż nie umie on znaleźć odkupienia, ani nie ma siły by zniszczyć zło, o którym wie, że jest jego częścią. Dla mnie książka ta odzwierciedla protest przeciwko nihilizmowi po II wojnie światowej, którego byłam świadkiem w college'u w latach 1960-1972. Jest wyrazem żalu za straconym dziedzictwem religijnym, które wydawało się nie do odzyskania.

Ponieważ napisałam wiele książek, podam jeszcze tylko jeden przykład - powieść o Mariuszu Krew i złoto. Oś powieści dotyczy tego, czy włoski renesans i artystyczny ruch, odzwierciedlający jego humanizm, może wybawić głównego bohatera i tych, których wybrał jako swoich uczniów, kiedy on sam pragnie stworzyć doskonałe dzieło sztuki. Debata pomiędzy Mariuszem i Armandem ma na celu odpowiedzieć, czy renesansowy humanizm może wybawić Armanda z rozpaczy, której doświadczył po utracie swojego rosyjskiego ortodoksyjnego dzieciństwa. Prawdziwe czarne charaktery powieści - banda satanistów, przedstawiona, bez oszczędności środków, jako okrutna i zwodnicza - unicestwia potencjalnie piękne schronienie, jakie Mariusz stworzył dla siebie i swojej 'rodziny'.

Wiele można powiedzieć, i zostało powiedziane, o moich książkach. To, co jednoczy te opinie, to temat moralnej i duchowej krucjaty. Ponadto drugim tematem i kluczem do większości z nich jest poszukiwanie sensu przez outsidera, czy to 18-wiecznego kastrata i śpiewaka operowego, młodego mężczyzny dorastającego w przedwojennym Nowym Orleanie, czy też osoby skazanej na żywot wampirzego drapieżnika, Lestata. Dla mnie te motywy są szlachetne i z natury znaczące. Warto je eksplorować; są poruszające; mogą odzwierciedlać i odzwierciedlają najgłębsze pytania, jakie stawia sobie człowiek.

Jednakże, w jakiś sposób moje wcześniejsze powieści zostały zlekceważone - przez ludzi, którzy nawet ich nie czytali - jako 'niemoralne'. One nie są niemoralne, satanistyczne ani demoniczne. Czuję się osobiście głęboko dotknięta przez tego typu nierzetelne i niesprawiedliwe opinie.

Gdybym miała jeszcze raz wszystko napisać, nie użyłabym słowa 'wampir'. Kiedy Wywiad z wampirem został wydany w 1976 roku, w Stanach nie było żadnej 'literatury wampirycznej' ani 'kultury gotyckiej'. Z pewnością nie było żadnego 'wampirzego stylu życia' i nie jestem pewna czy takowy istnieje dzisiaj. O ile mi wiadomo wampiry nie istnieją. Osobiście nie wierzę w ich istnienie.

Wtedy, w 1976, wydawało mi się, że wampir był doskonałą metaforą dla wygnańca, który jest w każdym z nas, wyalienowanego wewnętrznego 'ja', tego, który zagubił się w świecie pozornie bez Boga. Wówczas czułam, że żyję w takim świecie i sama poszukiwałam Boga. Nigdy nie śniłam, że słowo wampir odciągnie ludzi od rozumienia tej książki [tj. WzW - dop. Art_man] jako pracy metafizycznej. Myślałam, że słowo to jest potężnym narzędziem.

Kiedy spoglądam w przeszłość, muszę przyznać, że użycie tego słowa rzeczywiście przyniosło mi popularność, lecz była to popularność za wysoką cenę.

Muszę także wyznać, że bez względu na moje intencje, obecnie nie ma pośród czytelników zgody, co do tego, o czym te książki naprawdę mówiły. W pewnym sensie to interesujące i stanowi wyzwanie, lecz może też doprowadzić autora do depresji.

Cieszyłam się nie tylko wielką popularnością, ale i poważną krytyką. Zaszczytem jest dla mnie omawianie moich książek przez uczniów i studentów w college'u. Lecz niemal codziennie dostawałam świadectwo odrzucenia mnie jako demonicznej pisarki - lub popularnej pisarki gotyckiej - przez tych, którzy nie przeczytali nawet słowa z tych książek.

Niezrozumienie ciągle istnieje z uwagi na moich gotyckich odbiorców. Jednakże jestem głęboko przekonana, że wielu młodych 'gotów', którzy do mnie piszą, łaknie transcendencji. Do moich książek przyciąga ich sterylne, zsekularyzowane, materialistyczne oraz w dużym stopniu niesatysfakcjonujące ich własne środowisko. Identyfikują się z bohaterami, gdyż poszukują oni piękna i prawdy. W ciągu ostatnich lat zasypywali mnie oni wierszami i obrazami. Tak jak inni czytelnicy, wyrażają otwartość na malarstwo, muzykę, historię i filozofię przedstawianą w moich książkach. Szukają oni czegoś trwałego i mającego sens. Wysoko cenię sobie ich opinie o moich powieściach.

Czy są tacy, którzy mylnie interpretują te książki? Naturalnie. Wszelka sztuka zawiera w sobie ryzyko. Jedne z papieży chciał zasłonić intymne części ciała przepięknych nagich postaci Michała Anioła na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej. Historia nie była łaskawa dla tego papieża. Nawet piękny 'święty obrazek' z namalowanym Jezusem o kobiecych rysach twarzy, pochylającym się troskliwie w stronę widza może oddalić kogoś od religii, kogoś, dla kogo jest on zbyt cukierkowy i mdły i wyciąga on z tego wniosek, że religia jest artystycznie i moralnie skończona.

Nie istnieje sztuka bez ryzyka. Nie ma sztuki chrześcijańskiej bez ryzyka. Czytanie książki jest doświadczeniem. Oglądanie malarstwa jest doświadczeniem. Nie ma doświadczenia bez ryzyka.

Powtórzę: nie zachęcam chrześcijańskich czytelników do lektury moich wcześniejszych książek. Nie to było moim celem. Chciałam jednakże wyjaśnić ambicje tych książek, intencje autorki by napisać coś złożonego i mającego wartość, coś, co zmieni odbiorcę na lepsze. Historia i każdy poszczególny czytelnik oceni czy mi się powiodło, czy też nie. Przynajmniej wiecie teraz, co doprowadziło mnie do stworzenia tych prac i dlaczego nie mogę odwołać i nigdy nie odwołam tego, co w nich napisałam. I być może wybaczycie mi wtrącenie, że te wcześniejsze prace od początku miały odbiorców wśród wielu chrześcijan oraz czytelników, którzy doceniają duchowe i moralne tematy podejmowane przez literaturę.

Dla mnie, wszystkie moje poprzednie dzieła odzwierciedlają ruch w kierunku Jezusa Chrystusa. W 2002 roku poświęciłam swoją pracę właśnie Jemu. To jednak nie neguje powieści obrazujących tę 'podróż'. Było to jedynie oświadczenie, że od tej chwili będę pisać bezpośrednio dla Chrystusa. Będę pisać książki o zbawieniu w przeciwieństwie do wyobcowania; książki o pojednaniu w Chrystusie, a nie o zmaganiu się o odpowiedzi w pozornie ateistycznym powojennym świecie. Moje książki odzwierciedlają teraz, jak zawsze, to, co widzę, czuję i ze zrozumieniem czego zmagam się.

Pozwólcie mi także powiedzieć, że moim celem zawsze było pisanie dla głównego nurtu. Starałam się stworzyć książki, które może wziąć do ręki jedenastolatek jak i dorosły. Nigdy nie chciałam pisać dla elity. Rozrywka, fabuła, akcja, osobowość - wszystkie te elementy są dla mnie ważne. Uważam, że książki dla szerokiej publiczności mogą być także wielkie. Dickens jest moim bohaterem, gdyż był zarówno popularnym i wielkim pisarzem. Tym właśnie chciałabym być. Dlatego też moje książki są z zamierzenia mieszanką złożoną z wielu składników. Operują na wielu różnych poziomach. Nieuchronnie przyciągają ludzi z różnych powodów. Jednakże, co jest dla mnie bardzo bolesne, samo to, że są popularne uprzedziło do nich część osób.

Jestem niezwykle wdzięczna, że zyskałam szeroką rzeszę czytelników. Nie chciałabym się skarżyć na nieporozumienia, które towarzyszyły tej popularności. Chciałam raczej dodać pewne wyjaśnienia dla tych, których może to zainteresować.

Dziękuję wam za lekturę tego eseju
Anne Rice
15.08.2007



tłumaczył Art_man na podstawie annerice.com
14.04.2008.