Muzyka w słowach
opracowanie: Ereszkigal i Armida


Wampir Lestat

Utwór: Die Kunst der Fuge

Kompozytor: Jan Sebastian Bach

Cytat: 'Po trzeciej nocy byłem jednak gotów wyjść na miasto, przejechać się po Nowym Orleanie na wielkim czarnym Harley-Davidsonie, samemu zresztą czyniąc sporo hałasu. Szukałem zabójców, by móc się nimi pożywić. Miałem na sobie wspaniałe skórzane ubranie, które skompletowałem po moich ofiarach. W kieszeń wsunąłem małego walkmana Sony, które poprzez słuchawki dostarczał moim uszom Bachowskie Kunst der Fuge, gdy przemykałem ulicami miasta.'

Co to jest?: 'Die Kunst der Fuge' to dzieło wieńczące dokonania J.S.Bacha, choć niestety niedokończone. Bach, ten matematyk i po troszę dowcipniś muzyczny (tak, tak! Bawił się muzyką jak mało kto!) napisał to dzieło w oparciu o temat zbudowany z dźwięków b - a - c - h, czyli wykorzystał swój podpis, a szczęśliwie nazwisko miał odpowiednie (Haendel, choćby się skichał, nie mógłby tego dokonać). Całość składa się z szesnastu fug i czterech kanonów. 'Sztuka fugi' uważana jest przez wielu za najdoskonalszą kompozycję wszechczasów. Tezę tę obala nasz Dead w swoim Dialogu Rozstrzygającym: 'Nie mów, że teraz to poleci, tego nie da się słuchać! Zachowujesz się jakbyś wielbił samą nazwę, strukturę rozwalonych na pięciolinii nut, czystą matematykę, a nie natchnienie, którego od wielkich kompozytorów oczekujemy oraz dźwięki!' :))

:: Contrapunctus IX, a 4, alla Duodecima [mp3, 0,98 MB]




Wampir Armand

Utwór: Sonata fortepianowa nr 23, opus 57, 'Appassionata'

Kompozytor: Ludwik van Beethoven

Cytaty: 'Tak, znałem ten utwór, tę sonatę, wielokrotnie ją słyszałem, teraz jednak obezwładniał jak nigdy. Appassionata. Muzyka falowała, narastała, porywając ze sobą wszystkie uczucia, ogarniając całą osobę. Czy to możliwe, iż to tylko ludzkie palce, klawisze, młotki? Tyle wystarczy, by rodziło się piękno?'

'Wydobyłem z pamięci szczegóły utworu Beethovena. Sonata 23 f-moll, opus 57. Myśl o tym, myśl o Beethovenie. Wyobraź sobie - bo wszak nic nie wiesz konkretnie- noc w zimnym Wiedniu, skrzypienie pióra po papierze nutowym, czego zapewne nie słyszy. Myśl o tych dźwiękach pełnych siły, pasji i pewności.'

Co to jest?: 'Appassionata', skomponowana przez Beethovena w latach 1804-1805, natchniona została przez 'Burzę' Szekspira, a kompozytor uważał ją za najpotężniejszą ze swoich sonat. Powstała w czasie namiętnej i wzajemnej miłości kompozytora do Teresy Brunsvik, z którą był zaręczony, i wyrażać miała owo uczucie. Oczywiście ze związku nic nie wyszło (Beethoven miał w tym względzie nieziemskiego pecha), ale ponoć kochali się do końca życia (każde swojego znaczy się, Teresa umarła w prawie trzydzieści lat po Ludwiku i wszystko wskazuje na to, że kochała go do ostatniego dnia życia). Ta sonata fortepianowa okazała się być utworem na tyle skomplikowanym, że przez kilkadziesiąt lat po śmierci kompozytora była niewykonywana. Jak jednak wiadomo Złotowłosa Sybelle radziła sobie z Appassionatą tak doskonale, że w niedługim czasie awansowała na nigdy nie mającą się zepsuć pozytywkę. :)

:: Assai Allegro [mp3, 774 KB]


Taltos

Utwór: Kanon D-dur

Kompozytor: Johann Pachelbel

Cytaty: 'Muzyka zaczęła się od niskiego, tętniącego basu - płynęła z wielu głośników; potem włączyły się trąbki, gładko i ślicznie, następnie drżące tony klawesynu, opadające w tej samej linii melodycznej i przejmujące dowodzenie, tak że skrzypce stanowiły tło.
W jednej chwili Ash zaczął prowadzić swą partnerkę pełnymi gracji krokami, po obwodzie koła.
To był Pachelbel's Canon - Michael poznał od razu - zagrany tak, jak jeszcze nigdy nie słyszał, w cudownej kakofonii pełnej basów i werbli, pewnie tak właśnie życzyłby sobie tego kompozytor.
Czy kiedykolwiek istniała doskonalsza melodia, bardziej szalona i bardziej szczerze oddana romantyzmowi? Muzyka nabrzmiewała, wznosiła się ponad barokową formę, a trąbki, skrzypce i klawesyn śpiewały teraz swe przeplatające się pieśni z poruszającą serce swobodą, aż muzyka zaczęła wydawać się ponadczasowa i płynąca z głębi duszy.
Porwała tańczącą parę. Poruszali się z lekko pochylonymi głowami, długimi, pełnymi gracji krokami, idealnie zespoleni z melodią. Ash uśmiechał się, równie szeroko i beztrosko jak Tessa. A kiedy tempo wzrosło, kiedy trąbki rozpoczęły swój szalony pościg, kiedy wszystkie dźwięki zlały się w najdoskonalszych i najweselszych momentach utworu... oni tańczyli wciąż szybciej i szybciej, a Ash swobodnie okręcał Tessę w coraz szybszych i wiekszych kręgach. Jej suknia wirowała swobodnie, małe stópki poruszały się z doskonałą gracją, obcasy stukały cicho o drewnianą podłogę, a uśmiech miała promienniejszy niż kiedykolwiek.
Kolejny dźwięk wmieszał się w ich taniec - bo Canon, zwłaszcza w takim brzmieniu, z pewnością był tańcem. Michael zdał sobie sprawę, że to Ash śpiewa. Nie słyszał słów, lecz tylko nucenie, do którego prędko dołączyła się Tessa i ich idealne głosy wzniosły się ponad mroczne brzmienia trąbek, bez wysiłku przeskakiwały crescenda, a teraz, kiedy wirowali coraz szybciej, z wyprostowanymi plecami, oni sami zaśmiewali się do łez z radości.'

Co to jest?: 'Kanon Pachelbela' powstał około 1680 roku i jest uznawany za jedno z najpiękniejszych dzieł muzyki baroku. Pierwotnie zaplanowany jako utwór kameralny na troje skrzypiec i basso continuo doczekał się wielu interpretacji, w tym fortepianowej, gdzie brzmi praktycznie jak utwór romantyczny. Można śmiało stwierdzić, że mimo niewątpliwego barokowego brzmienia, kanon wyprzedza znacznie swoją epokę. Z ciekawostek: był to ulubiony utwór Rowan Mayfair (niestety...) i jest ulubionym utworem instrumentalnym baroku autorki niniejszego opracowania (a jakże!).

:: Kanon Pachelbela [mp3, 1,17 MB]


Skrzypce

Utwór: IX Symfonia d-moll

Kompozytor: Ludwik van Beethoven

Cytaty: 'Jest jak muzyka marszowa, jak muzyka wtórująca komuś, kto wspina się pod górę uparcie i niemal zaciekle. Trwa, trwa i trwa, jakby ten ktoś nie chciał się zatrzymać. Później następuje chwila ciszy, może w Lasku Wiedeńskim, jakby ów ktoś zatrzymał się bez tchu, zobaczył miasto, którego pragnie i mógł wyrzucić ramiona nad głowę i tańczyć w koło. Brzmi tam francuski róg, który zawsze przywodzi na myśl lasy, łanie i owczarki; czujesz spokój i ciszę w lesie, spokojna radość osoby stojącej tam, ale wtedy...
...wtedy wchodzi bęben. Znowu zaczyna się wspinaczka pod górę, zdeterminowany marsz, marsz. Marsz, marsz.(...)
To jest nieprzejednana muzyka. Ten ktoś się nie podda. Do przodu, do góry, ciągle naprzód, to bez znaczenia - las, drzewa, to bez znaczenia. Ważne jest tylko to, że idziesz... a kiedy na powrót pojawia się maleńki skrawek szczęścia - słodkie triumfalne szczęście płynące ze spokoju - tym razem jest chwytane w odgłos zbliżających się kroków. Bo nie ma końca.
Aż do końca.'

Co to jest?: Chyba jeden z najbardziej znanych utworów muzyki klasycznej, nie bez powodu. W każdym razie najbardziej znany jest finał IX Symfonii, w którym chór śpiewa tekst 'Ody do radości' Schillera. Od 1986 roku jest hymnem Unii Europejskiej. My zaprezentujemy tu mniej trochę znany 2 ustęp, który opisuje także Rice, jako 'wspinaczkę na wzgórze' :). Warto wspomnieć, bo nie każdy wie, że Beethoven pisząc ten utwór był już kompletnie głuchy. I o tym, że po prawykonaniu w Wiedniu 07.05.1824 policja interweniowała, żeby powściągnąć zapał słuchaczy, którzy po ukazaniu się kompozytora przyjęli go pięcioma salwami oklasków, a było zwyczajem witać tylko trzema wejście rodziny cesarskiej. Sukces zresztą nie przeliczył się na pieniądze, Beethoven niezależnie od otrzymanych braw pozostał niemal nędzarzem i nędzarzem umarł.

:: ustęp 2 [midi, 55,3 KB]


Skrzypce

Utwór: I Koncert skrzypcowy D-dur

Kompozytor: Ludwik van Beethoven

Cytaty: 'Widziałam wspaniałego Isaca Sterna grającego Koncert Skrzypcowy Beethovena w Municipal Auditorium. Jakże chciałam móc stworzyć takie dźwięki! Chciałam oczarowywać! Tworzyć takie dźwięki, jak te, penetrujące ściany... Koncert skrzypcowy Beethovena - pierwszy klasyczny utwór muzyczny, który później stał mi się tak bliski dzięki płytom z biblioteki.'

'Później sięgnął po skrzypce i smyczek, i tym razem, kiedy zaczął grać, była to znajoma melodia, melodia, którą znałam na pamięć, pierwszy muzyczny temat, którego się nauczyłam w życiu. Był to wstęp do pierwszego i jedynego Koncertu na skrzypce i orkiestrę, który napisał Beethoven - ta cudowna, cudownie rozkoszna pieśń, która wydawała się zbyt pełna radości, żeby stworzył ją Beethoven, ten od heroicznych symfonii i mistycznych kwartetów; pieśń, której nawet takie głupie beztalencie jak ja potrafiło nauczyć się w jeden wieczór, patrząc tylko, jak gra ją stary geniusz.
Stefan grał ją cicho, nie wyrażając żalu, lecz jedynie szacunek. Dla ciebie, Mistrzu, ta muzyka, którą napisałeś, ta wesoła melodyjka na skrzypce, którą skomponowałeś za młodu, zanim spadł na ciebie koszmar ciszy i opatulił cię, i uwięził z dala od świata, tak abyś w swej próżni tworzył straszną muzykę. Potrafiłabym zaśpiewać z nim tę melodię. Jak doskonale wznosiła się ze strun, jakże ten odległy duch dawał się jej ponieść - ledwie się poruszał, wplatał i wyplatał z melodii, aby podjąć partie dla orkiestry, a później wpleść je z powrotem w solo, jak zrobił to już kiedyś wcześniej, z inną muzyką, dla Paganiniego.
I tak doszedł do tej części, która jest nazywana cadenzą, gdzie skrzypek ma przejąć dwa tematy bądź wszystkie i gra je razem, a tematy kolidują ze sobą, mieszają się w orgii inwencji i pozostają wolne- świeże, lśniące i pełne słodkiej łagodności. Jego twarz była teraz spokojna i zrezygnowana.(..) Żal jest mądry. Żal nie łka. Żal nadchodzi dopiero po koszmarze, jakim jest widok grobu, koszmarze, który trwa, kiedy siedzisz obok łóżka. Żal jest mądry i nienaruszalny.
Cisza. Skończył już. Ostatnia nuta drżała w powietrzu, a potem zamarła. Tylko las wyśpiewywał swą zwyczajną, niemą pieśń na malusieńkich, organicznych instrumentach, zbyt różnorodnych, żeby je zliczyć - ptaszkach, liściach, żuczkach pod ściółką.'

Co to jest?: Koncert ten, po raz pierwszy wykonany w 1806 roku, został nie za dobrze przyjęty, mimo że wystąpił wówczas doskonały skrzypek, Frantz Clement. Dopiero w 1846 roku w Londynie publiczność doceniła ten utwór, który od tamtej pory święci swoje triumfy na całym świecie. Z ciekawostek: sam Beethoven próbował przerobic Koncert ze skrzypcowego na fortepianowy, raczej z mizernym skutkiem.


Skrzypce

Utwór: I Koncert skrzypcowy D-dur

Kompozytor: Piotr Czajkowski

Cytaty: 'Nie mógł przestać grać. W rzeczy samej był pełen energii, genialny; dźwięk, który tworzył, wymykał się opisowi: był jednocześnie kontrolowany i swobodny, o przeszywającym tonie.
Tak, to był koncert Czajkowskiego, który znałam na pamięć z moich płyt, z wplecionymi fragmentami na orkiestrę, dzięki którym solowe partie były idealnie podkreślone i bogate; wszystko we wspaniałej harmonii.
Muzyka, która rozdziera cię na strzępy.'

Co to jest?: 'Koncert skrzypcowy D-dur' skomponowany przez Czajkowskiego na przełomie marca i kwietnia 1878 roku, napisany został z myślą o Józefie Kotku, z którym ponoć łączyły kompozytora iście... hmmm... rice'owskie stosunki. Anthony Holden w biografii Czajkowskiego pisze, że 'wibrujący liryzm' tego koncertu wynika z 'przesadnej sympatii' (taki eufemizm) Czajkowskiego do Kotka, a ostre kontrasty nastrojów w tym utworze z tego, że się panowie czasem kłócili. Jednak kompozytor, bojąc się plotek, które już nieraz uprzykrzały mu życie, zadedykował dzieło swemu przyjacielowi, Leopoldowi Auerowi, licząc na to, że sława onego pomoże dziełu pozyskać uznanie słuchaczy. Auer zagrać nie chciał, marudził że 'wyrządziłby sobie krzywdę' jakby to zagrał tak, jak Czajkowski napisał, planował wprowadzić poprawki, ale nie kwapił się do tego zbytnio. Kompozytor żalił się, że jego 'biedactwo' (znaczy ten koncert) jest 'okrutnie strącone w otchłań wiecznego zapomnienia', tym bardziej że Kotek też nie bardzo się chciał tego nauczyć. W końcu Czajkowski zmienił dedykację, poświęcając utwór innemu wirtuozowi, Adolfowi Brodskiemu, który faktycznie go w trzy lata po napisaniu wykonał. Auerowi zrobiło się głupio i w swoich wspomnieniach, opublikowanych po śmierci Czajkowskiego, ostro się tłumaczył, że nie miał czasu opracować koncertu.

:: koncert skrzypcowy [mp3, 721 KB]


Skrzypce

Utwór: Adagio g-moll

Kompozytor: Tommaso Albinioni

Cytaty: 'Stefan grał poważne Adagio Albinioniego, w g-moll dla smyczkowych i organów, tylko, że stworzył z tego solówkę, przechodząc od partii do partii; jego żal obejmował zrujnowany dom, a w muzyce widziałam pałac płonący niewyraźnie w wiedeńskim chłodzie i całe to piękno obracające się w perzynę. Muzyka, powolna, spokojna, powoli się rozwijająca, trzymała w szachu samego Stefana, który zdawał się nie widzieć pląsającej wokół niego postaci.
Cóż to za muzyka! Zdawać by się mogło, że w tej idealnej godności pobrzmiewa największy ból, jaki tylko można wyrazić. Jednocześnie nie słychać w niej było oskarżenia - wrażała mądrość i pogłębiający się smutek.(...)
Paganini wyciągał z Adagio nitkę za nitką i plótł z nich kaprys, zabawkę dla palców skaczących po strunach zbyt szybko, żeby oko mogło podążać ich śladem, a potem - z idealną dokładnością - spadał, żeby dopaść tej samej frazy, którą Stefan właśnie osiągał swym wolnym tempem.'

Co to jest?: 'Adagio g-moll', w dzisiejszym brzmieniu to właściwie aranżacja z 1958 r., dokonana przez Rema Giazotta, a oparta na fragmentach barokowej sonaty g-moll Albinioniego na instrumenty smyczkowe i organy. Fragmenty tej kompozycji zostały znalezione w ruinach Biblioteki Miejskiej w Dreźnie, która została zbombardowana przez Aliantów w czasie II Wojny Światowej. Samo adagio to kompozycja o uroczystym, dostojnym wyrazie i głębokim nastroju oraz oznaczenie bardzo wolnego tempa w utworze muzycznym. Adagio Albinioniego zrobiło dużą karierę np. filmową, u nas kraju zaś namiętnie grywane jest przy wszelkiego rodzajach uroczystościach żałobnych i przy okazji Święta Zmarłych. Niewprawne do klasyki ucho może go łatwo pomylić z Arią na strunie G Bacha.

:: Adagio [mp3, 658 KB]


Krzyk w niebiosa

Utwór: Różne

Kompozytor: Różni

Cytaty: 'Niespodziewanie i jakby znikąd wybuchnęły potężnym śpiewem wysokie, czyste głosy. (...)
Śpiew rozbrzmiewał dźwięczniej, pełniej. Przychodził falami z obu stron ogromnej nawy. Tonio niemalże widział splatające się melodie: dużą złotą siatkę zarzuconą na pluskające morze w drgających promieniach słońca. Nawet powietrze było muzyką. I wreszcie, tuż nad sobą, ujrzał śpiewaków. Stali na wielkich galeriach po obu stronach kościoła; mieli otwarte usta, ich twarze błyszczały w świetle. Wyglądali jak anioły na mozaikach.(...) Tonio był już przy samej barierce i patrzył w oczy olbrzymowi, z którego ust płynął głos tak czysty i złoty, jak dźwięk trąbki. Mężczyzna śpiewał tylko jedno słowo: 'Alleluja', brzmiące niczym szczególny apel, wezwanie. Pozostali podjęli nagle jego wołanie i powtarzali je raz po raz; ich głosy nakładały się na siebie, a chór po przeciwnej stronie kościoła odpowiedział im jeszcze donośniej.'

'Pozwalał wszystkim sycić się widokiem swej delikatnej, przystojnej postaci. Potem odrzucił głowę w tył. Zaczął śpiewać, a na dźwięk potężnej, kolejno wzmacnianej i przyciszanej nuty, w operze zapadła cisza. Toniowi zaparło dech w piersiach.
Siedzący obok niego gondolierzy wydawali ciche jęki i okrzyki przyjemnego zaskoczenia.
Nuta stawała się to głośniejsza, to cichsza, wzlatywała ku niebu, jakby nawet sam kastrat nie mógł jej zatrzymać. Kiedy tego dokonał, od razu zaczął arię, sprawiając wrażenie, jakby nie musiał zaczerpnąć przedtem oddechu, a orkiestra spieszyła się, by za nim nadążyć.'

'Ale ten głos, ten głos, który zdawał się unosić wraz z mgłą, sprawiał mu ból! Po raz pierwszy w życiu słyszał głos, którego nie potrafił zidentyfikować. Należał do mężczyzny, kobiety czy dziecka? Koloratura była tak lekka, zmienna, że mógł wydobywać się z kobiecego gardła. Ale nie. Było w nim coś ostrego, niesprecyzowanego, charakterystycznego dla męskich głosów. I był młody, bardzo młody. Ale komu chciałoby się tak wyćwiczyć jakiegoś chłopca? Kto wyjawiłby mu tyle sekretów? Bezbłędnie ciągnął nutę, wplatając ją w akompaniament skrzypiec, wznosząc ponad ich dźwięk, obniżając i z łatwością wyposażając ją w ozdobniki. Nie brzmiały w nim instrumenty dęte, a raczej drewniane, przypominał bardziej ciemne brzmienie skrzypiec niż płaski dźwięk trąbki.'

'Kryształowo czysta, iskrząca się nuta stawała się coraz mocniejsza, aż wreszcie Tonio, wciąż wykonując tryl, zaczął ją wyciszać. Wykonywał naraz, po mistrzowsku, oba wyczyny Bettichina i ciągnął tę nutę coraz dłużej, w nieskończoność. Guido sam nie był już w stanie oddychać, a włosy zjeżyły mu się na karku, gdy Tonio lekko uniósł głowę, by bez żadnej przerwy wznieść się w swym najwspanialszym pasażu, coraz wyżej i wyżej, póki nie doszedł do tej samej, tyle że o całą oktawę wyższej nuty.
Bardzo wolno wzmacniał ją i przyciszał, wypuszczał z gardła ten pulsujący dźwięk, a chociaż sięgał kresu tego, co osiągnąć może ludzki głos, nuta była gładka i miękka jak najpiękniejsze westchnienie żalu, przedłużane tak długo, że stawało się nieznośne.
Jeśli oddychał, nikt tego nie widział ani nie słyszał; publiczność zauważyła tylko, że Tonio w tak samo leniwym tempie zaczął obniżać głos, śpiewając miękko o smutku i bólu, coraz niżej, aż rozległo się nieskażone niczym pulsowanie jego kontraltu.'

Co to jest?: Hmmm...to bardzo trudne pytanie.:) Problem z 'Krzykiem w niebiosa' jest taki, że Rice nie opisuje tu żadnej konkretnej opery, choć w powieści i w posłowiu wymienia dzieła Haendla, Porpory i Scarlattiego (Garden of love). W związku z tym postanowiliśmy wybrać, to co najbardziej dla ówczesnej opery charakterstyczne; fragmenty najbardziej popisowych części arii da capo z 2 oper: 'Idaspe' Riccarda Broschiego, brata słynnego Farinellego (muzyka pochodzi z filmu 'Farinelli, ostatni kastrat') oraz Venti turbini, arię Rinalda z opery 'Rinaldo' G.F. Haendla, w wykonaniu Ewy Podleś. Mamy nadzieję, że da wam to choć ślad wyobrażenia jak wyglądała opera barokowa. Co do głosu kastrata, także do dziś mamy słabe pojęcie o tym, jak mógł brzmieć. Wydaje się, że twórcy filmu 'Farinelli' zbliżyli się do ideału, łącząc głosy sopranistki i kontratenora. A oto jak angielski muzykolog Burney wspomina słynny pojedynek Farinellego z trębaczem wirtuozem z 1722 roku:
'Najpierw każdy z nich z osobna pociągnął dźwięk, demonstrując siłę płuc i starając się pokonać drugiego w błyskotliwości i mocy; mieli do wykonania wspólne crescendo i tryl, w tercjach, który trzymali tak długo, że obaj sprawiali wrażenie wyczerpanych; i w samej rzeczy, instrumentalista zatrzymał się utraciwszy oddech, przekonany, że jego przeciwnik jest równie zmęczony jak on i że wynik pojedynku będzie remisowy, podczas gdy uśmiechnięty Farinelli demonstrując, że przez cały czas tylko sie z nim bawił, nagle wystartował na tym samym oddechu, ze zdwojoną energią i nie tylko wzmocnił dynamikę i rozwibrował nuty, lecz także dokonał szybkich i trudnych podziałów rytmicznych, które dopiero owacje były w stanie przerwać.'


:: Ombra fedele anch'io [mp3, 3 MB]
:: Venti turbini [mp3, 1,19 MB]



do opracowania wykorzystano:
-Mała Encyklopedia Muzyki pod red. Stefana Śledzińskiego, PWM, Warszawa 1960
-Anthony Holden: Piotr Czajkowski tragiczny i romantyczny, ALFA, Warszawa 1999
-Romain Rolland: Życie Beethovena, PWM, Warszawa 1966
-Patrick Barbier: Farinelli, prawdziwa historia genialnego kastrata, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 1998
- zasoby internetu