Ereszkigal
Pandora - Pusta puszka
Cóż można rzec o Pandorze? Nie jest to książka, która miałaby się stać przysłowiową i mityczną wylęgarnia wszelakich nieszczęść, można by powiedzieć raczej, że 'Puszka Pandory' w tym wypadku okazała się pusta.
Nie nastawiałam się na nic szczególnego.
Nie dostałam nic szczególnego.
Tak jak Vittorio zaskoczył mnie na plus bardzo swoją prostotą i bezpretensjonalnością tak Pandora mnie wynudziła zwyczajnie i pozostawiła całkowicie obojętną na samą bohaterkę , na resztę postaci występujących obok i na całą historię.
Główną wadą rzucającą się w oczy jest pisanie książki pseudo-historycznej z wampiryzmem w tle(powinno być chyba na odwrót). Przez całą fabułę przewijają się niemożebnie nudne i potrzebne do szczęścia tylko uczniom LO przed maturą powtórki z historii starożytnej.
To szczegółowe zarysowywanie tła, zdawanie relacji , cytowanie poetów taki daje efekt jakbyśmy czytali podręcznik historii ; trochę polityki , trochę socjologii i obyczajowości.
Jednak żebym została dobrze zrozumiana: to nie jest doskonałe tło historyczne i to nie jest cudownie zbudowany świat, dzięki któremu można by uznać Pandorę za książkę historyczną, prawdziwie wskrzeszającą w oczach i umysłach czytelników przeszłość. Rice ma wyraźne kłopoty z historią w swoich książkach, dlatego dobrze jest kiedy nie wplata jej zanadto w fabułę. Pisarka baje o dziejach dawnych i dawniejszych z wdziękiem i erudycją autorów podręczników szkolnych. Jest to niesłychanie suche, pozbawione soczystości i detali pisanie, a rzucane tu i ówdzie hasła jak Marek Aureliusz, Owidiusz, Wergiliusz, Rzym , Antiochia, Izyda etc. pozostają właśnie takimi hasłami, których Rice nie umie ożywić.
Podobnie jest z bohaterami. Nie są oni zanurzeni w historii tak jak należało się tego spodziewać, wydają się raczej stać obok i chłodno komentować pewne fakty. Co prawda autorka chwaliła się jak to doskonale zapoznaje się z kontekstem przed napisaniem każdej powieści i jak to świetnie rozumie 'rzymskiego' ducha. Może i rozumie, ale niewiele przekazuje(w tym miejscu proponuję porównać sobie książki Rice z powieściami Umberto Eco, albo z trylogią Narrenturmu Sapkowskiego , gdzie też fantastyka miesza się z historią).
Oczywiście, że niemożliwe jest prowadzenie akcji bez tła historycznego , bez kontekstu kulturowego w powieściach Rice, ale w przypadku Pandory tło i kontekst- zresztą jak już mówiłam , suchy i bez polotu- wysuwa się na czoło , skutecznie spychając fabułę na drugi plan.
Książka pisana jest tak, jakby autorka cały czas popisywała się wiedzą (całkiem przeciętną zresztą) o starożytności. Zero emocji, zero żywiołowości, a przez to zero kolorytu. Sama Pandora jest postacią sztuczną, papierową, podobnie jak Mariusz i jej niewolnik Flawiusz.
To sprawia , że bohaterka mnie nie przekonuje swoim peanem pochwalnym na cześć miłości pod koniec książki, jak i nie wierze w jej przemianę.
U Rice uczucie, duch jest jednak najistotniejszy. Ważna jest obsesja , ważne jest szaleństwo, niepowtarzalność , wyjątkowość postaci.
Dlatego lubię gdy Anka pisze z sercem , pod wpływem emocji, gdy postać nawet wydaje się naiwna , ale kolorowa i wyrazista. Pandora jako postać jest 'wyprana', logiczna i nudna.
W tej powieści dzieje się tak mało, że prawie nic zgoła. Cale ok. 250 stron rozprawki historycznej, w której w genialny sposób topią się gdzieś przygody głównej bohaterki i ona sama, a opowieść streścić można w kilku zdaniach.
W zasadzie cala akcja jest mało porywająca, historyjka dość banalna i przewidywalna, brak ciekawych , zaskakujących zwrotów. Wydarzeń jest ZA MAŁO i są one takie... zwyczajne , za zwyczajne jak na Anne Rice.
Widać ze nie miała ona kompletnie pomysłu jak rozpisać Pandorze życiorys .
Konstrukcja powieści jest trochę zachwiana- końcówka jest za krotka i wydarzenia zbyt szybko mkną ku końcowi, jakby autorka bardzo chciała już to wszystko zakończyć. Natomiast niemożliwie nudny i rozwleczony jest wstęp, który od początku mocno zniechęca do czytania, bo zanim przejdziemy do właściwej historii życia Pandory raczy się nas kilkunastostronicowymi wyjaśnieniami: co i jak i dlaczego.
Denerwuje mnie sposób narracji- ciągłe zwracanie się tym razem nie do czytelnika ale do Davida- który namówił Pandorę na wyznania. Początek w którym bohaterka spowiada się Davidowi jest za długi, beznadziejnie rozwlekły i nudny. Za dużo tu usprawiedliwiania się, znowu gadanie o tym, że będzie posługiwać się angielszczyzną współczesną(Na Boga ! przyjęłam do wiadomości po Wampirze Lestacie, poza tym jest chyba oczywiste, że nie będzie pisać po łacinie! )
Na plus można natomiast książce zapisać bardzo dobre tłumaczenie i bardzo ładny język powieści, choć w drugiej połowie wkrada się lekki chaos.
Tak więc koniec końców Pandora jest książką według mnie; nudną, nieudaną, i na dobrą sprawę niepotrzebną, którą można było napisać zupełnie inaczej. Kompletnie niefascynująca bohaterka i kompletnie niefascynujące przygody. Nie jest to jednak, jak już wspomniałam na początku, twór którego nie da się czytać, lub który obezwładnia estetycznie.
Czyta się to w miarę szybko, z umiarkowanym zainteresowaniem , ale wątpię by ktoś odnalazł w tym pasję, żarliwość, urok i czar pierwszych Kronik. To już niestety nie to samo. W efekcie po blisko roku od lektury Pandory , niewiele z tej książki pamiętam. Zostawiła mnie ona całkiem obojętną co chyba samo w sobie nie jest najlepszą recenzją.
Obiektywnie oceniając, książkę stawiam trochę poniżej poziomu Blood and Gold, choć na plus trzeba dopisać Pandorze brak 'powtórek z rozrywki', które w Blood and Gold występują masowo.
|