Lillyan
Wywiad z wampirem- recenzjaZ pewną taką nieśmiałością, jak to Ania Patrycy mówiła, zabieram się za recenzję Wywiadu z wampirem po ponad dziesięciu latach od premiery i niewiadomej liczbie razy oglądania tego filmu. Mój stosunek jest wysoce subiektywny, ale postaram się napisać w miarę moich możliwości obiektywnie. Rozpocznę może od próby klasyfikacji gatunkowej. Teoretycznie jest to horror. Ale wszystkie recenzje rozpatrujące ów film pod tym kątem oceniają go bardzo słabo. Horror ma za zadanie straszyć. Kiedy Wywiad... został wydany na kasecie w '95, opisano go jako melodramat/dramat kostiumowy. Sądzę, że z tego punktu widzenia jest znacznie sensowniej go rozpatrywać, gdyż w Wywiadzie... wszystko toczy się wokół uczuć. Film zaczyna się tak: po pięknym najeździe kamery na widoczki San Francisco, przy dźwiękach nastrojowej, wiejącej grozą muzyki znajdujemy się w dość obskurnym pokoju, gdzie jak pisał Jan Olszewski w Filmie, w laboratoryjnych warunkach nieśmiertelny opowiada tajniki swojej egzystencji śmiertelnikowi. Precz z kamiennymi zamkami, pelerynami, nietoperzami i fałszującymi organami! Nie znajdzie się tu nic z filmów z Belą Lugosi lub Christopherem Lee. Raczej psychologiczna analiza wampira. Historia Louisa de Pointe du Lac to dwustuletnia opowieść tchórza, który nie potrafił ponieść konsekwencji swoich działań. To manipulator - piroman, czyniący z siebie ofiarę, porzucający każdego, kto go pokochał lub się poświęcił w jakiś sposób. Ostre słowa? Brad Pitt odtwarzający główną postać wyglądał przez cały film, jakby ciężko się męczył ze swoją rolą, czego nie ukrywał w wywiadach na premierze i co nie jest szczególnie dziwne w świetle charakteru postaci. Jego Louis jest aż do bólu bierny i pozbawiony śladu asertywności, wchodzący w wampiryzm po to, by chcieć się zaraz wycofać, nie potrafiący się przeciwstawić swojemu kreatorowi ani przyszywanej córce. Twórca Louisa, Lestat grany przez Toma Cruise'a jest genialny: gdy tylko się pojawia, z ekranu tryska czarny humor a akcja nabiera tempa. Do tej kreacji nie można mieć cienia zastrzeżeń; a przynajmniej ja nie mam. Kirsten Dunst jako Claudia jest wspaniała. Niektórzy mieli zastrzeżenia, że rolę pięcioletniej dziewczynki odgrywa jedenastolatka; ale nie istnieje chyba pięciolatka potrafiąca zagrać dorosłą kobietę w ciele dziecka. Chciano też prawdopodobnie obniżyć stopień zgorszenia dostrzeganymi wątkami pedofilskimi; Dunst wygląda, jak to napisano w Scarlet Street Magazine, 'Lolita z kłami'. Antonio Banderas jako mistrz wampirów ma swój urok, ale w niczym nie przypomina siedemnastolatka z brązowymi lokami. Nie wspomniałam oczywiście jeszcze o wątkach homoseksualnych, nad którymi rozwodzono się szeroko w niejednej recenzji - jak to Lestat zniewala Louisa, Claudia zazdrosna o swojego ukochanego zabija Lestata, a potem Armand zabija Claudię, by mieć na własność Louisa. Jak w telenoweli! A Louis biernie się temu poddaje, czasem coś podpalając w ramach protestu. W pierwotnej wersji filmu Louis nie odszedł od Armanda po spaleniu teatru, lecz podróżował z nim po Europie. Reżyser starał się chyba dodać amerykańskiego ducha do całej historii, Louis miał pozostać wiecznym cierpiętnikiem opłakującym swoją spaloną Claudię. Tyle jeśli o treść chodzi. Można spytać się, co zatem tak mnie pociąga w tym filmie, skoro obejrzałam go te dwieście czy też trzysta razy? Mówiąc 'klimat', zabrzmię banalnie. Sądzę, że to bezbłędne, idealne oddanie dwustu lat i przeszło sześciu epok w jednym filmie, piękno jako całość. Scenografia Dantego Ferrettiego jest wspaniała, przytłaczająca przepychem i barokową przesadą. Ujęcia Rouselotta do złudzenia przypominają obrazy, każdy kadr jest dopracowany do najmniejszego szczegółu, przywodząc na myśl filmy Greenawaya. Kostiumy Sandy Powell, szyte głównie z jedwabiu oszałamiają kolorami i bogactwem; każda z postaci ma swoją paletę kolorów - Lestat granatowy, Louis zielony i brązowy, Claudia pastele, a Armand - głęboką czerwień. Muzykę pierwotnie napisał George Fenton (Szaleństwo Króla Jerzego), ale ostatecznie soundtrack nagrał Elliot Goldenthal. Nie uważam, aby film był wiernym zobrazowaniem książki. Ale na pewno jest wyjątkowym, dopieszczonym obrazem, który można określić jako kwintesencję wyrafinowanego piękna. |