Rhiannon
Wywiad z wampiremNa wstępie pragnę oświadczyć, iż moim skromnym zdaniem film Neila Jordana Wywiad z Wampirem jest tak bliski doskonałości jak tylko film może być. Każdy jego element składa się na wspaniałą, spójną kompozycję. Nawet ten nieszczęsny Louis pasuje doskonale. To jest właśnie w tym filmie wspaniałe. Gdy patrzymy na jakieś jego części składowe z osobna mogą one wydawać się wadliwe, nie do końca wykorzystane. Ale kiedy oglądamy je w kontekście całości wszystko współgra wyśmienicie. Każda scena ma swoje znaczenie i uzasadnienie. To jest obraz stworzony z wizją i pomysłem. Scenariusz skonstruowany jest niemal podręcznikowo. Można się na nim uczyć zasad dramaturgii. Wielka w tym oczywiście zasługa samej książki Rice, ale w filmie wszystko jest wyraźniejsze, bardziej wyeksponowane. Neil Jordan bardzo podrasował książkowy dramat przedstawiając go w mocniejszych barwach. Zmiany, jakie wprowadził do opowieści są najróżniejszego kalibru: od drastycznych cięć po delikatne, kosmetyczne poprawki. Co najdziwniejsze te zmiany przeinaczają czasami sens pewnych pojedynczych scen, ale nie zmieniają wymowy całości. Wręcz przeciwnie, zdają się podkreślać najważniejsze treści książki. Najważniejsza, najbardziej drastyczna zmiana dla wielbiciela powieści to oczywiście sposób, w jaki został przedstawiony główny bohater. Kiedyś trudno mi było znieść taki jego wizerunek. Książkowy Louis to przecież postać silna, charyzmatyczna i uwodzicielska. Jego filmowy portret może za pierwszym razem bardzo rozczarować. W filmie skupiono się na jego zagubieniu, niezdecydowaniu... I znów okazało się, że i ten element pasuje idealnie do całej układanki. Smutny wampir okazuje się idealnym przewodnikiem po tej opowieści. Wszystko, co dzieje się wokół niego jest odbiciem jego własnych uczuć. Tragedia zostaje uwypuklona. Oglądając film któryś raz można zauważyć szczegóły, na które nie zwracało się wcześniej uwagi a to one nadają tej opowieści głębszy sens. Na początku filmu Lestat mówi do słabego, leżącego w łóżku Louisa żeby ten się nie bał, że on nie zrobi mu krzywdy. Te same słowa powtarza Louis podczas ostatniego spotkania z Lestatem. Tylko teraz role są odwrócone. Historia Louisa zatoczyła koło, można ją zakończyć. To samo dzieje się z historią Lestata, która dzięki dodatkowemu zakończeniu staje się równoległą i równorzędną opowieścią. Kolejnej ofierze proponuje on wybór, którego sam nigdy nie miał. Ta historia też zatoczyła krąg, ale jakże inny. Warto też zwrócić uwagę na ruch kamery w pierwszej sekwencji filmu, jeszcze zanim zajrzy ona do pokoju, w którym znajdują się Louis i Malloy. Gdy skończy już ona swój 'lot' na Golden Gate i San Francisco zaczyna krążyć po mieście. Ulicę, na której stoi kamienica, w której odbywa się wywiad obserwujemy jakby z czyjegoś punktu widzenia. Jakby to ten 'ktoś' przedzierał się przez tłum przechodniów, podszedł do budynku na rogu, zadarł głowę by spojrzeć w okno ponad nim i w tym oknie zobaczył Louisa... Możemy spojrzeć na tę scenę z perspektywy zakończenia filmu i dojść do ciekawego wniosku A wniosek ten będzie kolejnym potwierdzeniem doskonałej integralności tego dzieła. Dość o szczegółach. Mimo wszystko to nie one sprawiają, że ta opowieść tak silnie oddziałuje na widza. To ta tragiczna ironia, którą naznaczone są wszelkie wybory dokonywane przez bohaterów. Louis decydujący się na przemianę w wampira by odepchnąć od siebie widmo śmierci krążące nad nim od śmierci żony i dziecka sam się tym widmem staje. Lestat zmieniający Claudię myśląc, że tworzy sobie sprzymierzeńca, który utrzyma przy nim Louisa przysparza sobie śmiertelnego wroga, który na zawsze ich rozdzieli... Wszystkie te decyzje prowadzą do nieuchronnego, tragicznego finału. Wszystkie zdarzenia układają się w doskonale fatalną całość. Podobnie jak w książce historię tę poznajemy dzięki opowieści Louisa. Tu jednak narracja jest bardzo obiektywna a jego osobisty punkt widzenia jest tylko jedną z opcji. To pozwala spojrzeć na fabułę dużo szerzej, zwrócić uwagę na zupełnie inne jej aspekty. Z oczywistych powodów traci na tym sam Louis, który przestaje być tak złożonym i fascynującym bohaterem a staje się częścią rozgrywającego się dramatu. Nie przeszkadza to jednak, lecz pozwala skupić się na owym dramacie. Warto na dłużej zatrzymać się przy osobach dramatu i aktorach wcielających się w ich role. Gdybym miała przyznać nagrodę za aktorstwo w WzW byłaby to nagroda zbiorowa. Każdy aktor z osobna stworzył ciekawą kreację, jednak nabierają one sensu dopiero w zestawieniu z resztą. Postacie stworzone są na zasadzie antagonizmów i kontrastów, więc siłą rzeczy ich portrety są bardziej charakterystyczne niż głębokie. Choć i odrobiny głębi nikomu nie brakuje. W prowadzeniu aktorów znać rękę dobrego, spostrzegawczego reżysera, który świetnie zgrał całą ekipę. Oglądając aktorów w akcji miałam wrażenie, że w niewielkim stopniu (lub wcale) inspirowali się oni materiałem źródłowym przy tworzeniu ról. Rozwijali raczej to, co było już zawarte w scenariuszu podpierając się własnymi refleksjami. Może z wyjątkiem Toma Cruisa, który przyznał się do gruntownego przewertowania pierwszych dwóch kronik. Paradoksalnie to właśnie jego kreacja wydaje się najbardziej osobistą i kreatywną interpretacją. I faktycznie Cruise jest najlepszy z całej obsady. Mimo to nie odniosłam wrażenia, że 'kradnie' sceny innym aktorom. Reżyser był pod tym względem konsekwentny i obiektywny. Żadnej postaci nie wyróżnia, każdej poświęca tyle uwagi ile ona wymaga. Wszystkie role są wystarczająco wiarygodne. Charakterystyczne, lecz nieprzerysowane. A to moim zdaniem już jest dużą sztuką. Warto też zwrócić również uwagę na jedną drobnostkę związaną z postacią Lestata. Drobną rzecz, ale ciekawą. Mianowicie sposób, w jaki pojawia się on w poszczególnych scenach. Te nagłe materializowanie się nad grobem żony Louisa, czy w ruderze gdzie mieszkała Claudia nadają tej postaci rys tajemnicy i nieobliczalności. Albo też jak reżyser wprowadza tę postać do opowieści, jak 'niechcący' Lestat pojawia się w kadrze. Muzyka, scenografia, kostiumy, zdjęcia i cały drugi plan, to wszystko składa się na spójną konsekwentną wizję. Wszystko do siebie pasuje i wprowadza coś do treści filmu. Wystarczy porównać sposób, w jaki ubrano Lestata i Louisa by powiedzieć coś o ich charakterze i różnicach dzielących te dwie postacie. Wystarczy przyjrzeć się teatrowi wampirów, który mieści się w zaadaptowanym wnętrzu kościoła. Muzyka jest doskonale zgrana z obrazem. Nie tylko ilustruje kolejne wydarzenia, ale również pogłębia ich sens, nadaje nowe znaczenia. Bez tej dramatycznej, drapieżnej muzyki WzW byłby zupełnie innym filmem. Jordan zrobił film z ogromnym wyczuciem, głęboko przemyślany i spójny dramatycznie. Wyciągnął z książki Rice wszystko, co najlepsze i dał nam nie tyle adaptację wierną duchowi powieści ile własną, osobistą interpretację. Przede wszystkim jednak nadał doskonały filmowy kształt wzruszającej i dekadenckiej w swym pięknie opowieści. |